Bloog Wirtualna Polska
Są 1 259 782 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O pewnej reklamie

piątek, 21 czerwca 2013 8:54

 

- Mamo to są złodzieje – zakrzykną Młody.

 

Zerkam w telewizor i co widzę? Reklamę pewne pseudofirmy pożyczającej pieniądze. Żeby nie podawać nazwy powiem tylko, że reklama jest strasznie denerwująca i występują w niej kukły starszych ludzi.

 

Nie wiem skąd u Młodego taka aż znajomość rzeczywistości.

Ale cieszy mnie to, że Tymek potrafi w swój urokliwy sposób przefiltrować wszystko to co sprzedaje telewizja.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

A w szafie…

czwartek, 20 czerwca 2013 13:36

 

Nasza rodzina dzieli się na dwie grupy – M. potrafi chodzić w butach i ciuchach w nieskończoność bo w niezrozumiały dla mnie sposób ich użytkowanie przez mego Małżonka nie niesie ze sobą żadnych zniszczeń. Po drugiej stronie jestem ja i Młody. Tymek z wiadomych względów musi mieć szafę wymienianą co kilka miesięcy. Jak to dziecko – albo wyrasta, albo niszczy. No i ja… Ja mam taką właściwość, że ciuchy i buty powinnam wymieniać częściej niż pięciolatek. I wcale nie dlatego, że jako kobieta co rusz powinnam mieć coś nowego. Zwyczajnie wszystko niszczę. Jakim cudem – nie wiem.  

 

Od kilku dni mam chandrę. Taką, na którą lekarstwem będą tylko zakupy. Przydały by się jakieś letnie buty, spodenki, kilka bluzek, może sukienki czy spódnice. Chodzi za mną też nowy strój kąpielowy bo ostatni kupowałam zaraz po urodzeniu Młodego i z radością stwierdzam, że jest dla mnie za duży.

W kolejce do zakupów jest też kilka spraw dla M.

No a dzisiaj okazało się, że dziecię mi znowu urosło. Choć jeszcze miesiąc temu przymierzaliśmy zeszłoroczne sandały i zapowiadało się, że posłużą nam jeszcze ten sezon. Niestety…

 

Zatem trzeba wybrać się na duże zakupy. A, że sezon w pełni to jest to nie lada wyczyn… bo Młody na zakupy jeździć nie lubi (chyba, że kupujemy Mu zabawkę). Musimy zatem zorganizować Mu opiekę i wybrać się tylko w dwójkę. A to nie jest już takie proste…

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Jak faceci widzą kolory czyli zupełnie inna rzeczywistość

środa, 19 czerwca 2013 11:10

 

- Czego szukasz Słoneczko? – zapytałam Młodego, który wywracał zawartość „samochodowej” szuflady do góry nogami.

- Mojego starego auta. Takiego od Babci Eli.

- A jak ono wygląda?

- Jest szare – odpowiedział Tymek i dalej szukał w przepastnej szufladzie.

 

Jakoś nie kojarzyłam szarego samochodu, ale przy takiej ilości zabawek, jakim dysponuje Młody mogłam nie kojarzyć. W tej kwestii Tymek ma akurat dużo lepszą pamięć niż ja. Potrafi na przykład przypomnieć sobie zabawkę, którą dostał 3 lata wcześniej i która dawno temu została potajemnie zutylizowana.

 

Ale jeżeli Młody pamięć ma dobrą to niestety znajomość kolorów posiada klasyczną, czyli taką jak u każdego faceta. Bo rzeczone „szare” auto, znalazło się bardzo szybko. Tymek zakrzyknął „OOOOOOOOOOOO jest. Tego szukałem”. A moim oczom ukazał się pojazd w kolorze śliwki węgierki łamanej burgundem.

 

Jakbym się nie starała to do szarego mu daleko…

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Pytania, pytania, pytania…

wtorek, 18 czerwca 2013 12:59

 

Daje nam ta ospa w kość. Najbardziej Młodemu. I nie chodzi o to, że jest źle bo powoli jest dużo lepiej. Ale trzeci tydzień w domu, każdemu może obrzydnąć. Zwłaszcza gdy za oknem taka pogoda. Tymek się nudzi – choć staję na głowie i wymyślam co rusz nowe zabawy to jednak nie mogę się mierzyć z perspektywą zabawy z rówieśnikami. I sama też mam dość. Pomijając fakt, że moja codzienność kręci się wokół odplamiania, prania (pralka też ma dość i coś zaczyna się programator chrzanić) i odkurzania walających się po podłodze strupków, które odpadają na potęgę to dodatkowo jest mi zwyczajnie szkoda Młodego. Bo gdyby był zdrowy to siedziałby teraz na powietrzu, bawił w piaskownicy, albo dawno już by umiał jeździć na dwóch kółkach na rowerze. A tymczasem mam w domu „Milionerów” bez żadnych kół ratunkowych:

 

- Mamo, a kiedy pójdę do przedszkola? Jutro?

- Mamo a kiedy pojedziemy na plażę?

- Mamo a gdzie jest taka gitara z mostkiem, ale bez strunków? (że też sobie o niej przypomniał????)

- Mamo a czy ten strupek może nie odpadać? Ja bym chciał, żeby on ze mną został na zawsze.

- Mamo a czy w nocy przyjdzie wróżka i zabierze wszystkie strupki i da mi za nie pieniążek?

- Mamo a kiedy będę miał w skarbonce tyle pieniążków że będę mógł kupić Grasshoppera?

- Mamo a dasz mi coś do jedzenia?

- Mamo a gdzie jest Tata?

- Mamo a dlaczego Tata musi tak długo pracować?

- Mamo a kiedy pojedziemy do Babci?

- Mamo a kiedy pojedziemy do Kuby?

- Mamo a kiedy pójdziemy na basen?

- Mamo a czy Babcia może jechać z nami nad morze?

- Mamo a dasz mi Enka, żebym mógł go przytulić?

- Mamo a ściągniesz mi klocki z szafy?

- Mamo a co robisz?

- Mamo a czy papryka jest do jedzenia?

- Mamo a kiedy pójdziemy na hamburgera?

- Mamo a kupisz mi popcorn?

- Mamo dasz mi pająka?

 

Mamo, mamo, mamo… i milion innych odkrywczych pytań i informacji.

 

Ospa jest straszna!!!

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Historia pewniej burzy

piątek, 14 czerwca 2013 9:45

 

Zjawiska pogodowe nigdy mnie nie przerażały. Jeśli już wzbudzały we mnie jakieś niemiłe uczucia to raczej ze względu na to, że w głupi sposób martwię się o żyjątka, które nie mają się gdzie przed nimi schować. Na przykład o sarenki i zające. Wiem – irracjonalne, ale tak mam :) 

 

Burz nie boję się w ogóle. W dzieciństwie czekałam na nie z utęsknieniem bo mieliśmy z braćmi taki „konkurs” kto zobaczy większą błyskawicę. Generalnie racjonalnie do sprawy podchodzę i jeżeli czuję się bezpiecznie to jest ok. Młody i M. też tak mają. Tymek chyba odziedziczył to po nas i zasadniczo nie zauważa nawet, że coś błyska i grzmi. W całym domu boi się jedynie Pierworodny i przez to jest naszą stacją pogodową – jak włazi z przerażeniem pod łóżko w sypialni to znaczy, że za chwilę będzie grzmiało.

 

Ale w poniedziałek było zupełnie inaczej.

 

Wracałam akurat z zakupów do domu gdy zaczęło padać. Potem to padanie przerodziło się w lanie. A potem to już był armagedon. Wycieraczki nie nadążały, a przede mną ścisk do dojazdu do ronda. Gdy usłyszałam pierwszy stuk gdzieś z tyłu samochodu to pomyślałam, że spadła mi na dach jakaś niewielka gałązka. Potem druga i trzecia. Ale gdy pierwsza lodowa gruda wielkości pięści roztrzaskała mi się o przednią szybę to już wiedziałam co się dzieje. Gradobicie.

 

W życiu się tak nie bałam. Nie o samochód. O siebie. Żeby tylko nie rozwaliło szyby. I żebym dojechała do celu. Bo cel wymyśliłam dość szybko. Jestem dumna z siebie za te opanowanie, bo pomimo maksymalnego zdenerwowania logicznie postanowiłam dostać się do parkingu podziemnego. Nie do domu, nie pod żadne drzewo. Muszę dojechać na parking podziemny – uparłam się. I dojechałam. Przez to miałam możliwość zobaczenia ogromu strat – samochody z powybijanymi szybami, ludzie z rozbitymi głowami, również dzieci… stałam w aptece gdy opatrywano tak na oko 2letniego malucha, który jechał z mamą samochodem kiedy grad wybił tylną szybę – chłopiec dostał kulką w czoło, a dodatkowo szyba pocięła mu głowę. Dzieciaczek był wyjątkowo spokojny, ale matka cała chodziła z nerwów. A mnie też telepało. A gdybym jechała akurat z Tymkiem?  

 

Trzęsłam się jeszcze kilka godzin po zakończeniu burzy. A gdy dojechałam w końcu do domu to z nerwów się rozpłakałam. I nie spałam całą noc. Od kilku dni budzę się z wrzaskiem bo śni mi się roztrzaskująca się szyba. I te kule lecące z niesamowitą prędkością prosto na mnie. Przerażające…

 

Czy boję się burzy?

 

NIE!

 

Ale gradu już tak.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

piątek, 21 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  875 825  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Oto jest Kasia


Imię - Kaśka
Status - matka, żona i kochanka...
Dzieci - Tymoteusz
Dodatek do szczęścia rodzinnego - kot Eneasz zwany Pierworodnym.

Skończyłam Politechnikę Śląską na iście kobiecym kierunku czyli metalurgii. To, że tam wylądowałam to czysty przypadek. Ot zbieg okoliczności. Ale dzięki temu jestem teraz tu. W tym miejscu i z tymi osobami, które kocham nad życie.

Najważniejsze co jest teraz to fakt, że zmieniam priorytety...to co jeszcze kilka lat temu wydawało mi się niemożliwe jest teraz dla mnie najważniejsze. Chociaż czasami patrzę na tego małego człowieczka i dalej nie mogę uwierzyć, że jest... wyjątkowy, jedyny, mój! Co tu mówić - po prostu zwariowałam na jego punkcie :)

Na punkcie dużego też zwariowałam... właśnie kiedyś tam na uczelni. W najdonoślejszym dniu naszego życia - kiedy się poznaliśmy.

I tak sobie teraz w trójkę warujemy :)


Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Uwaga! Nieretuszowane!

Mój bloog w cyferkach

Odwiedziny: 875825
Bloog istnieje od: 3101 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Ogłoszenia

Pytamy.pl