Bloog Wirtualna Polska
Są 1 259 782 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Stereotypowo...

czwartek, 30 czerwca 2011 10:22

 

Robimy się coraz bardziej stereotypowi – mama pozwalająca na prawie wszystko, łagodna i tuląca oraz tata wymagający i groźny. Nie podoba mi się to jak diabli w szczególności dlatego , że Młody zaczyna już patrzeć na nas przez ten pryzmat. Wczoraj po wielkiej „awanturze” zapoczątkowanej szeroko łukowym rzutem pudła na zabawki, które wylądowało w wannie pełnej wody Tymek zwyczajnie obraził się na tatę. Tata oczywiście miał rację reagując na takie zachowanie. Choć reakcja była jak dla mnie trochę przesadzona. Efekt – Młody się rozhisteryzował i od tamtej pory liczy się tylko mama. Na tatę patrzy spod byka i nie życzy sobie nawet mleka od Niego. A co za tym idzie ja mam więcej pracy. Przy okazji nie mam czasu by na ten temat w ogóle porozmawiać. Przy Młodym nie można. A jak Tymek już zaśnie to Małżonek najczęściej też już śpi.

 

- Nie ty chcę mame… Nie ty tato. Mamusia mnie wyciągnie. Mamusia mi mlećto zrobi. Dzie jest moja mamusia? Mamusia ma obot mnie siedzieć.

 

Mamusia, mamusia, mamusia. W nocy było podobnie. Młody gdzieś o 2 nad ranem przyszedł do nas do łóżka i razem z kotem tak się rozłożyli, że dla mnie miejsca niewiele zostało. Wyemigrowałam więc do pokoju Tymka. O 4tej było larmo pt.: „dzie jest mama” i poszukiwanie mojej osoby po całym mieszaniu. Gdy się „znalazłam” to przyszedł czas na mleko, a potem musiałam już wstawać… Szczerze to nawet wstałam z przyjemnością. Bo na jednoosobowym łóżku Młodego ciężko się śpi w kilka „osób”. A nas tam było aż 6: Młody, Enek, „drudi Enet” (pluszak), Lala, Miś Edi i ja.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Codzienność

środa, 29 czerwca 2011 11:18

 

Wiecie czego nie lubię w byciu mamą pracującą? W sumie to lubię wszystko ale… są takie dni jak teraz, kiedy Młody jest chory i zostaje z babcią. Wiem, wiem, trzeba się cieszyć, że mamy z kim Go zostawić, że L4 czy urlopu brać nie trzeba. Ale… jest właśnie kilka ale.

 

Po pierwsze moja kuchnia to moja autonomia. Wracam wczoraj do domu. Teściowej już nie ma. Kuchnia błyszczy. Pierwsza myśl to ta, że Małżonek posprzątał. Niestety myśl zniknęła tak szybko jak się pojawiła. A dokładnie zniknęła wtedy gdy znalazłam pewne rzeczy w nie tych miejscach w których być powinny, a innych znaleźć nie potrafiłam. No tak – teściowa opróżniła zmywarkę i zrobiła porządki po swojemu. Jak ja „lubię” gdy mnie się uszczęśliwia. Wystarczy mi już to, że szafki kuchenne zrobiono tak jak się teściom upodobało. Znaczy się stanowczo za wysoko dla kogoś kto jak ja jest z metra cięty. Teraz jeszcze w szafkach zagościł nowy porządek.

 

Po drugie Młody przejawia objawy przebywania w towarzystwie babci. Nie dość że zaokrąglił się tu i ówdzie (dziwne bo przy mnie potrafi zjeść tylko jedną parówkę, a przy teściowej aż trzy) to jeszcze zaczyna fochami strzelać gdy coś nie jest po Jego myśli. A w sumie wszystko takie nie jest.

 

Po trzecie… nie będzie po trzecie.

 

Jest dobrze. Młody jako tako wraca do siebie i w domu wysiedzieć nie może. Za nami kolejna noc bez gorączki, a w dzień tylko lekki stan podgorączkowy. Poprawa niesie za sobą jednak to, że Młodemu  zaczyna się nudzić i upomina się o spacer oraz lody. Tłumaczenie, że na lody przyjdzie pora dopiero w piątek po wizycie kontrolnej u lekarza jakoś nie trafia do mojego dziecka. Foch zostaje strzelony i obraza nie z tej ziemi.

 

W kwestii logopedycznych to nauczyliśmy się zlizywać deserek z talerzyka oraz górnej wargi. Sapanie też idzie lepiej, a picie przez słomkę to już prawdziwy majstersztyk. Udało się też klaskać językiem udając konika. Tylko „K” nadal nie słychać.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Z perspektywy czasu

piątek, 17 czerwca 2011 7:34

 

Zrobiłam sobie wczoraj wycieczkę sentymentalną. Przeczytałam kilkanaście pierwszych wpisów w tym blogu. Oj jakże to było dawno. I jak dziwnie się teraz to wszystko czyta. Teraz gdy wiem, że wszystko się poukładało, że tamte wydarzenia wyszły mi na dobre. Teraz gdy Młody jest już dużym i samodzielnym trzylatkiem. Tamta ja to zupełnie inna osoba niż ta, którą jestem teraz. Niby to tylko 2,5 roku a jak bardzo wszystko może się zmienić… jak bardzo może zmienić się człowiek? BARDZO. 

 

Mawia się, że co nas nie zabije to nas wzmocni… oj wzmocniło mnie, wzmocniło. Zapomniałam już o ostatnim bastionie W11, o niepewności i szukaniu pracy, o lękach i koszmarach związanych z tamtym okresem. Znalazłam swoje miejsce na świecie. I choć wtedy wydawało mi się to niemożliwe teraz wiem, że są ludzie i instytucje które szanują pracownika.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Być jak Kate

wtorek, 14 czerwca 2011 12:47

 

Jestem jaka jestem. I na pewno nie chcę być inna. Znaczy – chcę być inna. Chcę być sobą i już. Nie rozumiem pędu ludzi do kopiowania stylu i robienia się na  „popularne” osoby. Od stóp do głów , kropka w kropkę. Od butów, wdzianka, po biżuterię. Na przykład być jak „jej popularność księżna Kate”. Normalnie szał się zrobił. Ja rozumiem, że każdy chciałby być takim kopciuszkiem i wygrać los na loterii. Być żoną księcia. Ale nie każdy być może. Wciśnięcie się w prawie identyczną kieckę nie sprawi przecież, że nagle się nią staniemy. Rozumiem też, że to i owo może się podobać. Że możemy podpatrzeć jakiś element ubioru czy dodatków. Ale kopiować wszystko??? Oglądałam przed chwilką zdjęcia z jakiejś tam parady. Analizując fotografie można by rzec, że brytyjska rodzina królewska składa się tylko z samej Kate. Nikt się już nie liczy. A dokładniej nie liczy się nikt i nic tylko to co Kate ma na sobie. Zdjątko po zdjątku obejrzałam sobie dokładnie jakie butki miała księżniczka, jaka kokardka przyozdabiała jej kapelutek, jaki pierścionek ma na paluszku, naszyjnik na szyi i kolczyki w uszach. Ba – było nawet zbliżenie wykończenia mankietów oraz zapięcia płaszcza. Bo to w całej uroczystości i paradzie było najważniejsze.  Aż „żal” że wytrawnemu paparazzi nie udało się pstryknąć fotki Kate w bieliźnie. Bo mieć takie same majtki jak ona toć to było by już prawdziwe szaleństwo.

 

Niemniej teraz rzesza krawców będzie kopiowała, szyła na wzór, rzesza sklepów będzie sprzedawała „Kateowe” ciuszki, a nasze ulice zaleje rzesza „prawie-Kate”. A ja mam szansę się z tego tłumu wybić omijając szerokim łukiem „Kete-modę” i zakupując to co mi się podoba a w czym księżna się nie pokazała. Mam tylko nadzieję, że takowe rzeczy w sklepach znajdę.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Koszmarna noc

środa, 01 czerwca 2011 11:15

 

Miniona noc była najgorszą nocą w moim życiu. Nigdy wcześniej tak się nie bałam o Młodego. A przecież cały dzień było ok. Młody zjadł kolację, dostał porcję leków i położył się spać. Zanim sama położyłam się do łóżka zaglądnęłam do Niego. Grzał jak farelka na najwyższych obrotach. Do tego miał dreszcze i majaczył. Zmierzyłam temperaturę i aż mi się słabo zrobiło – 40 stopni. Szybka analiza odnośnie środków przeciwgorączkowych, powtórka z wykładu jaki zrobiła mi wczoraj lekarka na temat zbijania temperatury i decyzja że trzeba podać czopki. Jako, że w domu mieliśmy za małą dawkę w stosunku do wagi Tymka dostał aż dwa. A potem czekanie… głowa mi opadała, nogi bolały ale klęczałam przy łóżku i sprawdzałam czy może już robi się chłodniejszy. 10, 20 minut, pół godziny, godzina… NIC. Zimne kompresy też nie pomagały. Obliczyłam ile czasu minęło od podania syropu z inna grupą leków przeciwgorączkowych i dałam kolejną porcję. Młody wylądował w naszym łóżku, a Małżonek został wyprawiony do pokoju Tymka.  Decyzja, że jeżeli temperatura podniesie się jeszcze o kreskę to wzywamy pogotowie, a Młody ląduje w wannie z lodem. I znowu czekanie. Bez rezultatu… choć na szczęście temperatura już nie rosła. Ale o 3 w nocy byłam przerażona. Dlaczego to wszystko co dostał nie działa? Strach i chęć zbicia gorączki mieszały się z lękiem i obawą o przedawkowanie leków. Po raz kolejny podałam pełną dawkę syropu. 10, 20 minut, pół godziny… Młody zaczął mieć przywidzenia i leciał przez ręce. Ale po 40 minutach zaczął się pocić i stopniowo robił się chłodniejszy. Zasnęliśmy gdy gorączka zeszła do 38 stopni. Rano nie było po niej śladu. Nie licząc mokrej pościeli i piżamy. Oraz tego, że ja byłam nieprzytomna.

 

- Mamusiu idź spać… - mówił do mnie Młody. Taki nieobecny. Taki nie mój.

 

Jak mogę spać synku kiedy się tak bardzo o Ciebie boję?

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

piątek, 21 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  875 862  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

Oto jest Kasia


Imię - Kaśka
Status - matka, żona i kochanka...
Dzieci - Tymoteusz
Dodatek do szczęścia rodzinnego - kot Eneasz zwany Pierworodnym.

Skończyłam Politechnikę Śląską na iście kobiecym kierunku czyli metalurgii. To, że tam wylądowałam to czysty przypadek. Ot zbieg okoliczności. Ale dzięki temu jestem teraz tu. W tym miejscu i z tymi osobami, które kocham nad życie.

Najważniejsze co jest teraz to fakt, że zmieniam priorytety...to co jeszcze kilka lat temu wydawało mi się niemożliwe jest teraz dla mnie najważniejsze. Chociaż czasami patrzę na tego małego człowieczka i dalej nie mogę uwierzyć, że jest... wyjątkowy, jedyny, mój! Co tu mówić - po prostu zwariowałam na jego punkcie :)

Na punkcie dużego też zwariowałam... właśnie kiedyś tam na uczelni. W najdonoślejszym dniu naszego życia - kiedy się poznaliśmy.

I tak sobie teraz w trójkę warujemy :)


Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Uwaga! Nieretuszowane!

Mój bloog w cyferkach

Odwiedziny: 875862
Bloog istnieje od: 3101 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Ogłoszenia

Pytamy.pl