Bloog Wirtualna Polska
Są 1 259 782 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Wczoraj, dzisiaj, jutro i pojutrze

piątek, 28 maja 2010 8:55

Pierwsze starcie z dodatkowym zajęciem za mną. Tempo iście mordercze. Wyjechałam z domu o 6 rano, wróciłam o 19tej. Młody stęskniony, Małżonek i Pierworodny również. A ja padnięta. Nogi to mi w tyłek wlazły, głowa pękała, a żołądek przykleił się do kręgosłupa. Ale  najważniejsze że mam to za sobą. Jeszcze tylko w ten weekend do Suwałk, a potem w poniedziałek za tydzień szkolenie w Warszawie. I oczywiście mnóstwo pracy pomiędzy 1 a 7 czerwca. Bo wszystko trzeba dopracować, zrobić  i najważniejsze – przygotować siebie do roli szkoleniowca. A jak już będzie po, jak przyjdzie ten moment kiedy złożę protokół i rachunek to normalnie podskoczę do góry i wrzasnę huuurrraaa. I będę odpoczywała, odpoczywała, odpoczywała. Razem z moimi chłopakami. W końcu Im też się coś należy. Ale póki co jutro dzień dziecka w żłobku u Młodego. A dzisiaj lecę do fryzjera. Małe rzeczy a cieszą. Próbuję znaleźć receptę na złoty środek bycia matką, żoną i kobietą pracującą. I mam nadzieję, że mi to wychodzi. Jedno wiem – pomimo wielkiego zmęczenia jestem zadowolona i szczęśliwa. Ale wiem też, że na dłuższą metę to nie dla mnie. Mogę się tak zapracowywać jedynie raz na jakiś czas. Dlatego wczoraj, dzisiaj i jutro pędzę na piątym biegu... a pojutrze... a pojutrze będę odpoczywała!!!

http://www.bebilon.com.pl/Mama-wraca-do-pracy/Mama-wraca-do-pracy


 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Mama przepracowana

piątek, 21 maja 2010 8:48

Ciężki dzień miałam wczoraj. I padłam na twarz. Po pracy jak zwykle odebraliśmy Młodego, a potem szybko pomknęliśmy w poszukiwaniu oddziału ubezpieczyciela żeby złożyć wypowiedzenie umowy. Po drodze zaliczyliśmy jeszcze niewielkie zakupy, żeby Młody miał co zjeść na kolację. Do domu wpadłam na dosłownie 5 minut żeby tylko zgarnąć dokumenty i ruszyć na spotkanie. Szybko i intensywnie popracowałyśmy sobie z koleżanką nad tym dodatkowym zleceniem. Podpisałam też umowę. I wróciłam do domu dopiero o 19tej. Z mózgiem cięższym od mózgu słonia. I ciałem jakby nie moim. Młody jeszcze nie spał. I szczerze mówiąc raczej spanie Mu się nie uśmiechało. A tu jeszcze tyle do zrobienia – załatwić nowe ubezpieczenie, napisać kilka maili, zrobić listę zakupów, wysłać informacje z zaproszeniem na urodziny Tymka. Ufff. Nie wiem jakim cudem ale dałam radę. Wyłączyłam komputer o 21:30 i grzecznie pomaszerowałam do łóżka. Bo nie miałam siły na nic. A dzisiaj rano wielkie zdziwienie kiedy zabrałam się za szykowanie mleka dla Młodego – wszystkie butelki w zlewie. Ubranie nie naszykowane, okulary nie wyczyszczone. Nie powiedziałam, nie pomyślałam, nie poprosiłam Małżonka o pomoc to najzwyczajniej nie zostało to zrobione. Popołudniu zapowiada się powtórka z wczorajszej intensyfikacji – zakupy, sprzątanie bo w sobotę mamy gości, po drodze muszę wpaść do przychodni i ustalić sobie wizytę u neurologa, odwiedzić bank by wpłacić pieniądze. No i najważniejsze – muszę się zabrać za organizację wyjazdu do Suwałk. Termin ustalony. Opieka nad Młodym zapewniona. Ale jeszcze jest Enek, który sam się nie nakarmi. Głowa mnie boli od nadmiaru obowiązków i myślenia o wszystkim. I z przerażeniem zauważam, że o niektórych sprawach udaje mi się ostatnio zapomnieć. Ja chcę urlop. Chcę odpocząć. A tu zapowiada się miesiąc nad wyraz intensywnej pracy. Bardzo intensywnej bo właśnie przypomniałam sobie, że od 26 czerwca idę na urlop. No i czas jaki mam na to zlecenie właśnie skrócił mi się o tydzień. Ale jazda!

 

P.S. Młody wczoraj siedzi w wannie. Stoimy w kuchni i słyszymy jak woła "Taaatuuusiuuu kocham Cie". O mamusi nie wspomniał.


http://www.bebilon.com.pl/Mama-wraca-do-pracy/Mama-wraca-do-pracy

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Małe radości mamy pracującej

czwartek, 20 maja 2010 7:52


Wchodzimy wczoraj po pracy do domu. Tymek samodzielnie ściąga kurtkę i leci do salonu. I słyszymy jak zaczyna śpiewać. Łamaną polszczyzną, dukając poszczególne zgłoski ale zachowując linię melodyczną jedzie z kawałkiem jak najbardziej trafionym w chwilę: „Na Timusia z polnika skierka uuuga, oć opowiem ci bajcie bajta bedzie duga, była baba jaga, miala atke z miaśla, a w ej atce śame iwy ćik skierka zaśla”. Stoi przed telewizorem i zarządza, że bajka musi być. A do bajki „kiebaśa”. Zupa nie – tylko kiełbasa. Słysząc jak potrafi powtórzyć całą zwrotkę kilkakrotnie słyszanej piosenki rosnę. I odpuszczam zupę. W końcu obiad zjadł w żłobku. Drugiego jeść nie musi. Dostaje w garść kabanosa i zasiada przed telewizorem  gdzie leci jakiś "Okrąglinek". Po 5 minutach bajta zaczyna Go nudzić ale tylko w sensie dalszego oglądania. I zaczyna zdawać relację z tego co się w niej dzieje. Tak jakbyśmy sami nie widzieli, albo nie rozumieli tego co widzimy. Młody opowiada, że  "tatuś kaće, mamusia idzie, pieśek robi au" i co tam jeszcze się dzieje.  Gaduła mała. A na dobranoc, kiedy leżymy sobie razem w łóżku i gramy w "kto szybciej zamknie oczy" Młody postanawia opowiedzieć mi bajkę. O sarnie co to ma oczy. "Mamusiu. Bajta bedzie duga". Ja słucham, a On zasypia zanim sarna przeskuje wodę. Moje dziecko codziennie zadziwia mnie coraz bardziej. Ciekawe czym zadziwi mnie dzisiaj.

A tak na marginesie - polecam:



http://www.bebilon.com.pl/Mama-wraca-do-pracy/Mama-wraca-do-pracy


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

O priorytetach mamy pracującej

czwartek, 13 maja 2010 12:54
Od wczoraj próbuję ugryźć kilka spraw na raz. Na logikę nie da się ich pogodzić. Niezależnie od tego jak bardzo bym chciała. I ważę co jest ważne, ważniejsze i najważniejsze. Na moje nieszczęście dwie bardzo ważne sprawy wypadają w tym samym terminie. Ważę na szalkach wszystkie za i przeciw… nie ulega wątpliwości, że jedna z tych spraw jest najważniejsza. Bezcenna i nie mierzona kwestią prestiżu, pieniędzy i kariery. To Młody i Jego pierwszy dzień dziecka w żłobku. Pierwsza impreza na której nie wyobrażam sobie by mogło zabraknąć mamy. Bo jak to Młody z uporem maniaka powtarza od kilku dni „aaaa Timek ma mamusię”. No właśnie. Ma. I nic nie może tego zmienić. On ma mnie. Ja mam Jego. I to jest najważniejsza sprawa. Jeszcze nie do końca potrafię powiedzieć, że muszę z czegoś zrezygnować by stanąć na wysokości zadania w byciu matką. Ale podświadomie podjęłam już decyzję. Szkoda, że w ogóle musiałam ją podejmować. Chociaż... tak na prawdę to nie rezygnuję z niczego. To tylko jeden wyjazd, spotkanie. Będą kolejne. Mam nadzieję, że następnym razem nic mi już nie przeszkodzi w poznaniu ludzi z którymi od roku współpracuję.


A tymczasem (borem lasem) wlazłam swoją piękną czteroliterową osóbką w następne przedsięwzięcie. Chyba nie byłabym sobą gdybym się nie zaangażowała w ten temat. I z nudów bym padła jakbym nie musiała robić po 48 godzin dziennie :))))




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Mama pracująca na etatach wielu?

środa, 12 maja 2010 12:30

W poniedziałek zadzwoniła koleżanka. Że ktoś z kim kiedyś obie pracowałyśmy chciałby się ze mną spotkać. W sprawach zawodowych. Najlepiej w tym samym dniu. Rany. Ustaliłam spotkanie na godz. 17. I myślałam o co chodzi. A że jestem typem osoby, która lubi przewidywać i brać pod uwagę różne opcje to sobie spekulowałam. I nie powiem, żeby mi to cokolwiek pomogło w uspokojeniu się. Siedziałam, trzęsłam się i myślałam. Myślałam, że jakby to było warte zachodu i jakbym się zgodziła to jak ja dam radę pogodzić następne wyzwanie z tymi którym stawiam czoło codziennie. Dom, Młody, praca, famlie i jeszcze to. Kobieta pracująca na etatach wszelkich. Żadnej pracy się nie boi. Ale ile jest w stanie udźwignąć? Niby pieniądze nie są najważniejsze, ale… ale są ważne. I ważne że to co przede mną właśnie się rozpościera to może być prestiż. To znajomości. To cholerka jasna wyzwanie i szansa na zaistnienie w środowisku. No i co tu ukrywać - to ogromne wyróżnienie. Dlatego nie bacząc na nic pomaszerowałam na spotkanie i wróciłam w głową pełną myśli. Myśli które kołaczą się cały czas - bezustannie od kilku dni. Zadanie to wyzwanie. Zadanie to obowiązki. Zadanie to czas. Dam radę? Zdecydowałam się więc nie mam wyjścia. Ale od poniedziałku zastanawiam się ile jestem w stanie zrobić i czy nie biorę na siebie za dużo. Kasa oraz zdobycie doświadczenia kusi. Ale jakie będą koszta? Po spotkaniu przygotowałam plan wdrożenia oraz oszacowałam harmonogram. Wraz z moim obciążeniem. Tempo standardowe. Moje pytanie „na kiedy” zostało skwitowane odpowiedzią „na już”. Siadłam zatem przed komputerem, sprawdziłam jakie materiały mam z poprzedniego tego typu projektu i odetchnęłam z ulgą. No i zabrałam się do roboty. Pięciu minut to nie zajęło. Skończyłam o 22:30. Z lekką pomocą Małżonka. A potem wysłałam maila i siedziałam zastanawiając się „za ile”. Dwa projekty. Każdy po X godzin. W czasie wolnym, dwa wyjazdy, konsultacje na telefon i maila. Wiem ile za takie wdrożenia biorą profesjonalne firmy bo przy poprzednim projekcie właśnie z taką współpracowałam i wyszperałam w swoich tajnych materiałach ich oferty. Ale ja profesjonalistą nie jestem. Nie mam zaplecza. Doświadczenie w ilości sztuk 1. Tyle dobrze, że z sukcesem. Nie mam czasu by poświęcić się temu jak ktoś kto tylko tym się zajmuje. Ale daję siebie. Swoje pomysły, swój czas, mam jakieś koszty. Myślę, myślę, myślę – jak do tego podejść by nie stracić ale i by nie przedobrzyć. Ma ktoś może jakiś pomysł?

A wczoraj z tego myślenia wymyśliłam sobie kolejny niecny plan. Polegający na tym by upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. I połączyć sprawy mniej zawodowe z tymi zawodowymi. Dokładnie by pod koniec maja zaliczyć wypad i spotkanie ze znajomymi oraz wizję lokalną w jednym z zakładów w którym mam wdrożyć ten kaizen. Oba miejsca są dość daleko od mojego domu. I jakby na to nie spojrzeć dość blisko siebie (200 km, co to jest w porównaniu z 600 km). Pomyślałam sobie też głupio, że taka opcja może przekonać mojego Małżonka. I jakże się tutaj pomyliłam. Fakt – nie przekalkulowałam wszystkich za i przeciw, nie sprawdziłam połączeń, nie pomyślałam jak to rozliczyć, ale przecież to była tylko propozycja, myśl rzucona w przestrzeń. No więc po co od razu się tak wkurzać? Taaaaka malutka się zrobiłam. Tupnęłam nogą i zrobiłam focha. Nie wiem co o tym myśleć. Chciałam dobrze a wyszło jak zwykle. Przecież dwa razy w jednym miesiącu nie będę jechała na drugi koniec Polski. Tak trudno to zrozumieć? Najwyraźniej tak. Mam dość tego podcinania moich skrzydeł. Bo jak ja mam robić karierę na którą mam przyzwolenie jeżeli to przyzwolenie jest tylko werbalne. A w sercu siedzi zupełnie coś innego? Nic już nie rozumiem. i biję się z myślami - czy aby na pewno dobrze robię? Czy dam radę? I czy przypadkiem nie stracę?

A na dokładkę komplement wszechczasów: „Dobrze wyglądasz. Jak cię ostatnio widziałem to wyglądałaś, jakbyś miała za dwa miesiące umrzeć”. 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

piątek, 21 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  875 861  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Oto jest Kasia


Imię - Kaśka
Status - matka, żona i kochanka...
Dzieci - Tymoteusz
Dodatek do szczęścia rodzinnego - kot Eneasz zwany Pierworodnym.

Skończyłam Politechnikę Śląską na iście kobiecym kierunku czyli metalurgii. To, że tam wylądowałam to czysty przypadek. Ot zbieg okoliczności. Ale dzięki temu jestem teraz tu. W tym miejscu i z tymi osobami, które kocham nad życie.

Najważniejsze co jest teraz to fakt, że zmieniam priorytety...to co jeszcze kilka lat temu wydawało mi się niemożliwe jest teraz dla mnie najważniejsze. Chociaż czasami patrzę na tego małego człowieczka i dalej nie mogę uwierzyć, że jest... wyjątkowy, jedyny, mój! Co tu mówić - po prostu zwariowałam na jego punkcie :)

Na punkcie dużego też zwariowałam... właśnie kiedyś tam na uczelni. W najdonoślejszym dniu naszego życia - kiedy się poznaliśmy.

I tak sobie teraz w trójkę warujemy :)


Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Uwaga! Nieretuszowane!

Mój bloog w cyferkach

Odwiedziny: 875861
Bloog istnieje od: 3101 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Ogłoszenia

Pytamy.pl