Bloog Wirtualna Polska
Są 1 269 964 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

dzień matki

środa, 27 maja 2009 21:14
To dla mnie drugi... choć tym razem już taki bardziej normalny. Bo w zeszłym roku leżałam w szpitalu z jednodniowym dzieckiem...
A wczoraj Młody kupił Mamie kwiatki - bukiet z gerberków... oczywiście z przybraniem, żeby kwiatki cieszyły oko w zamknietej sypialni. Jakoś nie potrafię tych moich mężczyzn nauczyć, że jak kwiatki to solo - kotu prezentu w końcu nie robią, a jak tak to ja mam tylko więcej pracy bo muszę sprzątać. Kot bowiem z upodobaniem zjada wszystko czym bukiet się przybiera i rozwleka to po mieszkaniu. Ale nie ważne. Młody kupował pierwszy raz to mu się wybaczy. Słodki był i to najważniejsze. I jeszcze dostałam od syna kartkę na maila z życzeniami. Kartka super. A ten GOŁĄB rozwalił mnie maksymalnie. Chyba z pół godziny się śmiałam... Fajnie jest być mamą... nawet taką pracującą. Nie na darmo mówi się że w życiu piękne są tylko chwile. A dla takich chwil jak te dzisiaj warto żyć.
A dzisiaj dnia matki ciąg dalszy. Dzieciaki robiły w żłobku laurki i przyszykowały poczęstunek. Załapałam sie więc na ciacho i dostałam od syna własnoręcznie (?) wykonaną laurkę w kształcie kwiatka. W domu też był taki jakiś fajniejszy bo wytrzymał bez zbędnego marudzenia dłużej i mogliśmy sie Nim nacieszyć. A teraz śpi. Małżonek z kolegami gdzieś na mieście ogląda mecz. A ja w domu. Też oglądam. Mam jakiś taki sentyment do Barcelony więc nie mogę sobie odmówić. Z wypiekami na twarzy i hasłem na ustach "niech wygra lepszy - znaczy się Barca" trzymam kciuki. I zakończę już ten wpis. Bo się skoncentrować na meczu nie mogę...rzut wolny dla naszych - no cóż nie wyszło. Ale 1:0 już jest!!!!
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

po niedzielnym spacerze

poniedziałek, 25 maja 2009 13:49
Wczorajszy spacer udał się wyśmienicie. Dopisaliśmy całą ekipą "Toksycznych"... I atmosfera była tak jakby się nic nie stało. Chociaż Ona otwarcie mówiła o wszystkim - że czuje się tak jakby to Jej nie dotyczyło, jakby działo się gdzieś obok. Jakby miała się zaraz obudzić i to wszystko okazało się tylko jakimś koszmarnym snem. On trochę bardziej wyciszony, zamknięty w sobie. I to nas trochę niepokoi. Chcielibyśmy jakoś pomóc ale jak można cokolwiek zrobić w takiej sytuacji? Pozostaje chyba tylko być... zresztą On po pogrzebie gdy dziękował, że byliśmy z Nimi poprosił "nie zapominajcie o nas"... coś jakby wołanie po pomoc. A pomoc może być na wagę nie tylko tamtego istnienia... przy takim stresie, bólu i żalu nie trudno przecież o remisję i nawrót choroby. Boimy się o Nich...
Nie potrafię sobie nawet wyobrazić jak Oni się teraz czują. Wystraczy, że pomyślę o Nich to czuję taki ból i żal. A co dopiero spróbować wejść w Ich sytuację.
Ale wieczór był udany. Pokazaliśmy, że jesteśmy. Że "Biała flaga" Republiki to nie o nas. I że na każdym kroku nie dajemy Im o tym zapomnieć. Teraz tylko czas... na uleczenie ran, nowe marzenia i plany na przyszłość. Mam nadzieję, że już niedługo życie da Im jakiegoś pozytywnego kopa. Bo zbyt wiele było tych złych!!!
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Ech...

sobota, 23 maja 2009 19:53
Trzeba żyć dalej. Choć po głowie pałęta się milion pytań... Ale przecież i tak nic nie zmienimy... Zbyt trudne to pytania, bez odpowiedzi. I tylko czas może nauczyć nas żyć z taką swiadomością tragedii. Nie ważne - trzeba żyć więc żyjemy!
Młody zaliczył w piątek lekarza - skończyło się na kroplach do nosa z antybiotykiem na ten niby zwyczajny katar. I efekt jest taki, że już dzisiaj widać widoczną poprawę. W końcu... szkoda tylko, że tak późno. Ogólnie Młody dzisiaj chodzi cały czas z Tatą bo tyle czasu co dzisiaj to Go nie miał od bardzo bardzo dawna. Mam więc trochę wolnego, co nie znaczy, że mogę poleniuchować :). Ale co trzeba przyznać Małżokowi - wywiązał się z obietnic i poprasował te hałdy zalegające w salonie. Ja w życiu bym się za to nie zabrała... dobrze, że mam takiego męża. I synka. Dobrze, że Ich mam.
www.familie.pl - polecam, zapraszam :)
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

mama na cały etat

wtorek, 19 maja 2009 22:08
Fajnie jest chodzić do pracy. Coś się dzieje, czujesz się potrzebna, doceniana, poznajesz nowych ludzi. I masz własne życie - coś co Cię wyróżnia, o czym możesz opowiedzieć znajomym, rodzinie. Mija trzeci tydzień w nowej firmie i jest już trochę łatwiej zmagać się z nowym harmonogramem dnia. Młody też chyba polubił żłobek. W tym tygodniu nawet nie płacze jak Go tam zawożę. A dzisiaj przyjechałam po Niego wcześniej i miałam okazję przypatrzeć się z boku jak bawi się z innymi dziećmi. Był taki szczęśliwy. No właśnie.... Młody tak polubił żłobek, że żeby nie tracić nic z dnia nie chce spać. I kiedy przyjeżdżamy do domu jest tak zmęczony, że zostaje nam zaledwie godzina zanim nie zacznie marudzić i dawać do zrozumienia, że najwyższy czas na kąpiel, mleko i łóżeczko. I zasypia jak dziecko - ledwo przyłoży głowę do poduszki i już Go nie ma. Biega pewnie gdzieś z innymi dzieciakami bo zrobił się bardzo towarzyski........... A mi serce się kroi jak zdaję sobie sprawę, że gdzieś mi to Jego dzieciństwo przecieka przez palce. Tak szkoda tych chwil, które moglibyśmy spędzić razem. Gdybym tylko mogła zostać mamą na pełen etat...
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

zły dzień

poniedziałek, 18 maja 2009 21:42

Oj mam dzisiaj naprawdę ciężki dzień. Chyba to że jestem sama z Młodym daje o sobie znać. Siadam psychicznie... brak mi Małżonka, przerasta mnie nadmiar obowiązków i nadzieje, które są wiązane z moją osobą. A przecież nie jestem niezniszczalna, wszechwiedząca i też mogę się mylić. Mogę mieć gorsze samopoczucie i z czymś sobie nie radzić. Czasami przychodzi taki dzień jak ten i ręce opadają... Chciałabyś się na kimś oprzeć, a tu nie ma na kim...
A zapowiadało się tak fajnie - Młody nawet nie zapłakał jak Go odwiozłam do żłobka. I w ogóle był jakiś taki pogodny bo katar trochę zelżał. W pracy na wysokich obrotach. 8 godzin na kompie i przy telefonie. I perspektywa że jutro będzie jeszcze intensywniej. Było fajnie...Wyszłam z pracy i z Młodym odebranym ze żłobka wpakowaliśmy się w korek. Żeby go ominąć pojechałam całkowicie okrężną drogą i zamiast 45 minut jechałam 1,5 godziny. Ale i tak krócej niż jakbym miała stać w tym korku. Pod blokiem znowu niespodzianka - wszystkie miejsca zajęte więc zmuszona byłam zaparkować z tyłu bloku i wnosić wózek po schodach. Trochę ciężko jak ma się jeszcze torebkę i laptopa na ramieniu. A Młody też waży swoje. No cóż - powoli sie przyzwyczajam bo od tygodnia tak noszę. Mamy w bloku szkołę i studenci nagminnie zajmują nam miejsca. Jak tylko weszłam do domu to Młody zaczął histeryzować. Nie mam pojęcia dlaczego. Krzyczał, uciekał i tupał. I nic nie pomagało. Ani noszenie na rękach, ani wyglądanie przez szybę ani woda do picia czy biszkopcik na ząb. Takiego wrzeszczącego wsadziłam do wanny, wykąpałam, wypielęgnowałam i zapodałam leki. I przez pół godziny Młody ciągle walczył o swoje. Tylko, że ja nie wiedziałam co to jest to jego. Uspokoił się dopiero przy mleku i zasnął. A mnie głowa rozbolała, opadłam z sił i w ogóle jest mi jakoś tak źle na duszy...

Tak sobie pomyślałam, że Młody tęskni za tatą i dlatego te nastroje. Ja też tęsknię. A Małżonek? Zdał kolejne trzy egzaminy i pozostał już tylko jeden na środę...a potem wróci do nas i będzie znowu fajnie.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

sobota, 21 października 2017

Licznik odwiedzin:  877 659  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Oto jest Kasia


Imię - Kaśka
Status - matka, żona i kochanka...
Dzieci - Tymoteusz
Dodatek do szczęścia rodzinnego - kot Eneasz zwany Pierworodnym.

Skończyłam Politechnikę Śląską na iście kobiecym kierunku czyli metalurgii. To, że tam wylądowałam to czysty przypadek. Ot zbieg okoliczności. Ale dzięki temu jestem teraz tu. W tym miejscu i z tymi osobami, które kocham nad życie.

Najważniejsze co jest teraz to fakt, że zmieniam priorytety...to co jeszcze kilka lat temu wydawało mi się niemożliwe jest teraz dla mnie najważniejsze. Chociaż czasami patrzę na tego małego człowieczka i dalej nie mogę uwierzyć, że jest... wyjątkowy, jedyny, mój! Co tu mówić - po prostu zwariowałam na jego punkcie :)

Na punkcie dużego też zwariowałam... właśnie kiedyś tam na uczelni. W najdonoślejszym dniu naszego życia - kiedy się poznaliśmy.

I tak sobie teraz w trójkę warujemy :)


Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Uwaga! Nieretuszowane!

Mój bloog w cyferkach

Odwiedziny: 877659
Bloog istnieje od: 3193 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl