Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 965 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Równi. I równiejsi.

wtorek, 30 kwietnia 2013 8:42

 

No rzesz ty! Normalnie jak w dowcipie, choć puenta zabawna nie jest. Poszły „matki pierwszego kwartału” do Premiera.  

 

- Co Paniom dolega?

- Pierwszy kwartał.

- Załatwimy… Tylko żeby bilans nierównego traktowania się zgadzał to Wasze bolączki przerzucimy na pierwsze półrocze sześciolatków urodzonych w 2008 r.

 

Super, że wszystkim kobietom, które urodziły dzieci w 2013 r. będzie należał się roczny urlop macierzyński. W końcu wszyscy są równi i jak coś wprowadzamy to jednakowoż dla każdego. Pomijając fakt skąd na to wziąć kasę… ale to nie mój problem (przynajmniej nie bezpośrednio mój).

 

Jak po tej wizycie mam swój własny dotyczący edukacji.

 

Chciał pewnie Premier dobrze, a wyszło jak zwykle. I szlag mnie trafia bo moje dziecię urodziło się o 35 dni za wcześnie.

 

I tak – w tym roku wszystkie pięciolatki objęte są obowiązkiem nauczania przedszkolnego. Te które urodziły się w pierwszym półroczu po zakończeniu „zerówki” będą miały skończone 6 lat i pójdą do pierwszej klasy. Ich koledzy niekoniecznie. Chociaż część dzieci – ta urodzona w lipcu i sierpniu będzie miała 6 urodziny jeszcze przed rozpoczęciem roku szkolnego. Wg Premiera są za małe. Mój – choć starszy zaledwie o 35 dni będzie już wystarczająco „dojrzały” do szkoły.

 

Może mi to ktoś wytłumaczyć? Przecież zarówno czerwcowy sześciolatek jak i lipcowy sześciolatek we wrześniu 6 lat mają skończone!!! Tak samo jeden jak i drugi będzie miał zrealizowany obowiązkowy program nauczania przedszkolnego. Jeden pójdzie o krok dalej w edukacji. Drugi będzie powtarzał rok.

 

Nie mogę pojąć jak długo jeszcze będziemy się w to bawić. Jaki jest sens by część dzieci po dwa lata z rzędu przerabiały ten sam program bo ktoś nie potrafi się do końca zdecydować czy reforma ma wejść czy nie. Na to pieniądze są?

 

I jak do diaska wyjaśnić dziecku, że jego przyjaciel z grupy, z którym spędził kilka ostatnich lat życia i z którym szedł w edukacji przedszkolnej ramię w ramię, teraz nie pójdzie razem z nim do szkoły? Bo jest młodszy o kilka dni? Jak mają to wyjaśnić rodzice dzieci urodzonych w drugiej połowie roku? Twoi przyjaciele i koledzy idą do szkoły, a Ty zostajesz w przedszkolu z maluchami?

 

Może podchodzę do tego egoistycznie, ale dla mnie ta wcześniejsza podstawówka jest problemem. Rok wcześniej muszę zmierzyć się z dylematem dwumiesięcznych wakacji, ferii i dodatkowych dni wolnych, w które ja muszę być w pracy. Puszczenie  sześciolatka do szkoły wiąże się też z dwoma a nie jednym rokiem obowiązku przyprowadzania i odbierania go ze szkoły. Bo nie wyobrażam sobie by 7 latek sam chodził po mieście.

 

I jeszcze jedna dygresja. Pamiętam jaki mieliśmy problem z kupnem pieluch i ciuchów dla Tymka w Jego grupie wiekowej. Pamiętam jak Młody chodzi do żłobka to w Jego roczniku ze względu na wyż były aż trzy grupy. Praktycznie 100% dzieciaków urodzonych w 2008 r. to dzieciaki z przełomu marca i czerwca. Praktycznie 100% maluchów z pierwszego półrocza. W jaki zatem sposób ten sztuczny podział ma pomóc uniknąć przeludnienia w klasach? Śmiem wątpić by to w ogóle pomogło.

 

Cała ta reforma jest chora. Chore jest to, że na siłę chce się „uszczęśliwić” i dzieci i rodziców.

 

Ale najbardziej chora jest ta huśtawka –  te ciągłe przesuwanie  daty, te dzielenie dzieci na równych i równiejszych, rozdzielanie roczników przedszkolnych. I wszystko tylko i wyłącznie w imię lepszych wyników wyborczych.

 

A o dzieciach i ich rodzicach już nikt nie pomyśli…

 

Pomyślmy zatem my sami. Może się uda.

http://www.rzecznikrodzicow.pl/referendum-edukacyjne-ratuj-maluchy-i-starsze-dzieci-tez

 


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

O pomaganiu

środa, 24 kwietnia 2013 7:41

 

Czytam i wierzyć mi się nie chce.

 

http://wyborcza.pl/1,87648,13781704,Dobrze__ze_choc_raka_nie_ma.html#BoxSlotIIMT

 

To, że są osoby robiące sobie z nieistniejącej choroby sposób na biznes i życie, nie przeraża tak bardzo jak próba wyjaśnienia tego oszustwa. Bo oszustwo to oszustwo. I moim zdaniem zarówno bohaterka tego artykułu jak i jej mąż zrobili to tylko i wyłącznie dla kasy. Owszem ona oszukała jego, ale tylko w kwestii tego, że cały proceder może się im udać.

 

Pamiętam taką sytuację. Na parkingu podziemnym pewnego marketu podeszła do mnie kobieta prosząc o pieniądze na bilet. Płakała twierdząc, że ktoś ukradł jej portfel i nie ma jak wrócić do domu. Dałam. Była wiarygodna, a 3 złote to nie jest aż tak duży pieniądz.

 

Ale tydzień później już nie dałam się nabrać. Te samo miejsce, ta sama osoba, taka sama sytuacja… tak, też rzekomo skradziony portfel i też prośba o pieniądze na bilet.

 

Przepraszam wszystkich potrzebujących za to co napiszę. Przepraszam, ale nie wierzę z góry każdemu kto twierdzi, że jest w potrzebie. Zanim pomogę to chcę mieć pewność, że nie zostanę oszukana. Uważam, że mam prawo do potwierdzenia i że jeżeli ktoś zmaga się z jakimś problemem to ten problem jest w stanie udowodnić i pokazać.

 

Niewierna jak Tomasz? Może. Ale to moje pieniądze. Pracuję na nie ciężko. I mam świadomość, że mogę te kilka złotych albo wydać na Młodego albo dać komuś obcemu. A nie chcę odbierać niczego swojemu dziecku tylko dlatego, że ktoś sobie wymyślił sposób na łatwą kasę i chce mnie oszukać.

 

Dzielę się tym co mam, ale skrupulatnie dobieram tych którym chcę pomóc.

 

Zbyt wiele złych ludzi korzysta na naiwności innych. A ja nie chcę być naiwna. Nie jestem instytucją charytatywną dla nierobów i cwaniaków.

 

Bezduszne?

 

Czasami trzeba trochę bezduszności.

 

Uważam bowiem, że robiąc taki „przesiew”  jesteśmy  w stanie pomóc większej ilości osób które rzeczywiście tego potrzebują. Każda złotówka, której nie damy oszustowi jest złotówką którą możemy przekazać chorym i biednym. Takim, którzy są naprawdę chorzy i biedni. A nie tylko na blogu czy forum internetowym.

 

Przy okazji - wielkie dzięki dla Wszystkich, którzy włączyli się w pomoc dla Huberta. Niezależnie czy daliście złotówkę, czy więcej, czy tylko udostępnialiście prośby wszystkimi możliwymi kanałami to przyczyniliście się do tego sukcesu. Dzięki Wam Hubert pojedzie na rehabilitację. Brawo!!!

 

http://www.siepomaga.pl/f/przyszloscdladzieci/c/763

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Szczęście

wtorek, 23 kwietnia 2013 9:08

 

Jak niewiele trzeba by dać szczęście? Wystarczy szczypta, okruch i w oczach dziecka widzimy bezgraniczną radość. Radość, która odbija się jak w lustrze i nas również uszczęśliwia.

 

- Mamo tu namalujemy moje łóżko?

- Tak. Tu będzie nowe łóżko, tu biurko, tu szafa…

- A gdzie to biurko?

- Jeszcze go nie ma – będziesz miał swoje pierwsze biurko by móc przy nim malować i wyklejać.

- I naprawdę pomalujemy pokój? I będą nowe meble? Moje?

- Tak kochanie. Już niedługo.

- Mamo a dlaczego? Naprawdę?

- Tak.

- To połaskocz mnie.

- A po co?

- Chcę sprawdzić czy nie śpię.

 

W oczach zakłopotanie, niedowierzanie i radość. Tak jakby pytał: „czy zasłużyłem?”, „naprawdę to wszystko dla mnie?”.

 

Bezcenne doznanie.

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Porozmawiajmy o polityce

piątek, 19 kwietnia 2013 7:26

 

Lubię rozmawiać. Na różne tematy. Może nie jestem specjalistą i znawczynią w każdej dziedzinie, niemniej staram się nie być również ignorantką.

 

Ale rozmowa to rozmowa.

Rozmawiać trzeba umieć.

I bezwzględnie trzeba słuchać.

 

Konstruktywna i na poziomie wymiana poglądów może być dla wszystkich z korzyścią. Bo nie ukrywam, że zdanie zmienić mogę, nawet w sytuacji gdy jest ono odmienne niż mojego rozmówcy. Jeżeli tylko przytoczone argumenty są logiczne i mnie przekonują. Tylko krowa zdania nie zmienia. A ja bynajmniej krowy nie przypominam. Takie przynajmniej odniosłam wrażenie gdy ostatnim razem widziałam się w lustrze :)

 

Są jednak osoby z którymi niektórych tematów za wszelką cenę unikam. Niezależnie od tego jakby się starały wciągnąć mnie w „dyskusję”. Nie i już. Bo nie ma sensu.

 

Jak rozmawiać z kimś kto ma klapki na uszach? Z kimś kto toczy monolog nie dopuszczając nikogo do głosu? A gdy już uda nam się wedrzeć w ten potok słów to każde nasze zdanie jest zagłuszane kolejnym wywodem? Takie gadanie dla samego gadania mija się z celem. I nawet jeżeli bym chciała wsłuchać się w pogląd na dany temat, przeanalizować argumenty i zdanie to nie mam ochoty. Bo z rozmową nie ma to nic wspólnego.

 

Tak – o polityce z szefem nie rozmawiam :)

On zaczyna.

Ja wychodzę z głupim uśmiechem na twarzy. Wiem co powie. I wiem, że niezależnie od tego co ja powiem, ile w tym co myślę jest prawdy i ile mam prawa do własnego poglądu, On zwyczajnie ich nie przyjmie. Nawet nie wysłucha.

 

W takiej „rozmowie” jest bowiem tylko jedna „prawda”. JEGO.

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Dzień w którym zmienia się wszystko

czwartek, 18 kwietnia 2013 8:56

 

Dokonało się. Jestem ciocią. Niesamowite szczęście przeplata się z dumą.

 

Oto Krzysztof zwany Czesławem, na którego pomimo upływu czasu cały czas patrzyłam przez pryzmat młodszego brata, stal się wczoraj tatą. Mój młodszy, a już dorosły brat.

 

Są takie wydarzenia w życiu człowieka, które wywracają do góry nogami nasze spojrzenie na daną osobę. I nie jest to bynajmniej kolejna rocznica urodzin. Wejście w stan rodzicielski zmienia wszystko... bo sprawia, iż uzmysławiamy sobie, że ta osoba nie jest już tym samym małym chłopcem, który stawał w naszej obronie i opowiadał niestworzone opowieści jak to leciał samolotem uczepiony za podwozie.

 

Pokuszę się również o stwierdzenie, że taką zmianę odczuwa się silniej jeżeli samemu jest się rodzicem. Niby pozostajemy tacy sami, ale pojawienie się dziecka w naszym życiu stwarza nas niejako na nowo. Wszystko jest inne – nie gorsze, nie lepsze. Inne. Inaczej patrzy się na otoczenie. Inaczej ustala się priorytety. Inaczej reaguje się na pewne sytuacje. Odpowiedzialność za te małe istnienie spada na nas w jednej chwili. I uważam, że jest to dar. Choć wymagający to jednak dar. Bo pozwala nam stać się zwyczajnie lepszym człowiekiem.  

 

Myślę, że to właśnie ta odpowiedzialność sprawia, że w oczach innych jesteśmy doroślejsi.

 

Nie bać się wziąć dziecko na ręce. Sprawić by nie płakało. Tęsknić za nim już po chwili od wyjścia ze szpitala, gdy ono jeszcze tam pozostaje. Piękne. Odpowiedzialne. Dorosłe.

 

Jestem z Ciebie dumna braciszku!

 


Podziel się
oceń
2
1

komentarze (4) | dodaj komentarz

sobota, 21 października 2017

Licznik odwiedzin:  877 678  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

Oto jest Kasia


Imię - Kaśka
Status - matka, żona i kochanka...
Dzieci - Tymoteusz
Dodatek do szczęścia rodzinnego - kot Eneasz zwany Pierworodnym.

Skończyłam Politechnikę Śląską na iście kobiecym kierunku czyli metalurgii. To, że tam wylądowałam to czysty przypadek. Ot zbieg okoliczności. Ale dzięki temu jestem teraz tu. W tym miejscu i z tymi osobami, które kocham nad życie.

Najważniejsze co jest teraz to fakt, że zmieniam priorytety...to co jeszcze kilka lat temu wydawało mi się niemożliwe jest teraz dla mnie najważniejsze. Chociaż czasami patrzę na tego małego człowieczka i dalej nie mogę uwierzyć, że jest... wyjątkowy, jedyny, mój! Co tu mówić - po prostu zwariowałam na jego punkcie :)

Na punkcie dużego też zwariowałam... właśnie kiedyś tam na uczelni. W najdonoślejszym dniu naszego życia - kiedy się poznaliśmy.

I tak sobie teraz w trójkę warujemy :)


Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Uwaga! Nieretuszowane!

Mój bloog w cyferkach

Odwiedziny: 877678
Bloog istnieje od: 3193 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl