Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 965 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Okiem hutnika

piątek, 30 kwietnia 2010 12:02

 

Czego chcieć więcej? Chyba tylko obecności najbliższych. Ale ich nie ma. Więc raduję się tym co jest. Tu i teraz :)

 

Siedzę sobie sama przed serwisem samochodowym, patrzę jak mi kijankę panowie serwisanci obrabiają, słoneczko przygrzewa, na nogach nowe buty, na grzbiecie nowa koszula, przed oczami cudowny widok kominów huty (wiem – zboczona jestem, ale co zrobić – metalurg!), popijam kawę i serfuję w internecie. Małżonek w pracy, Młody w żłobku, Pierworodny odsypia nocne zabawy z papierkami od cukierków. Jest mi tak diabelnie dobrze, że mogłabym tu sobie chyba siedzieć do jutra. Tylko za 2 godziny mi laptop padnie bo nie wiem dlaczego te urządzenie nie może pobierać energii z powietrza tylko potrzebuje zasilania 230V. A na dworze jeszcze gniazdek prądowych nie zainstalowali. Lekki rzut okiem w przestrzeń i normalnie zatyka mnie z zachwytu. Tu igliczek, tam zielona trawka, kominy cudnie w to wkomponowane, system chłodzenia instalacji na elektrowni fantastycznie szumi – czuję się jakbym siedziała gdzieś nad wodospadem. I jeszcze te ptaki. O tej porze zawsze tak fajnie ćwierkają – bardziej intensywnie niż w późniejszych porach dnia. Żyć nie umierać… I nie wiem czemu nachodzi mnie myśl o zmianie pracy. Chyba jestem stworzeniem przemysłowym. Siedzę tutaj i uświadamiam sobie że brakuje mi takiego czegoś jak produkcja, kaski, jak kombinat. Rany… ja chcę być hutnikiem pełna gębą.

 

P.S. Zaczynam świętowanie. Dziś dzień Kasi. Za 4 dni dzień hutnika :)))) I trzeba to w końcu uczcić. Ktoś zaprosi mnie na grilla?

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

O historii

czwartek, 29 kwietnia 2010 9:03

„Szczęśliwy jest naród, którego historia jest nudna.” (Monteskiusz)

 

Czy tak trudno zrozumieć, że teraz jest teraz? Że to co było już nie wróci? Że niczego nie zmieni fakt, że będziemy rozdrapywać rany? Niektóre drzwi trzeba zamknąć. Nie zapomnieć. Zamknąć. I pójść na przód. Ci o których mamy pamiętać właśnie tego od nas wymagają. Tego, że będziemy żyć własnym życiem. Dużo wczoraj było o historii. Każdej. O szacunku do przeszłości. I o patriotyzmie. Fajnie. Ale rozmawiając z teściem miałam ochotę Nim potrząsnąć. Bo mam wrażenie, że On nadal żyje w tamtych czasach. I od 81 roku nie zrobił ani jednego kroku naprzód. A jedną nogą jest też w czasach, w których w ogóle jeszcze nie było Go na świecie. Zadał mi pytanie czy gdybym straciła kogoś w trakcie wojny, zamieszek to nie chciałabym za wszelką cenę wiedzieć kto i dlaczego. Czy nie żądałabym przeprosin i zadośćuczynienia. Odpowiedziałam. Nie gdybając. Bo straciłam. Mojemu dziadkowi Niemcy spalili dom. Cudem udało się im uciec. Brata mojego pradziadka Niemcy rozstrzelali. Za partyzantkę. Czy chciałabym wiedzieć? A po co? Czy to coś zmieni? Czy jeżeli usłyszę po raz setny słowo „przepraszam” to ci którzy zginęli wrócą? Nie. Ja pamiętam. Ale nie rozpamiętuję. Jestem świadoma historii – mojej, moich bliskich, mojego kraju. Ale idę naprzód. Bo historii nie można zmienić. Tego, że ktoś odszedł również. I myślę, że idąc naprzód dajemy zmarłym i historii największy szacunek jaki możemy im dać.  Tworzymy swoją historię, a nie żyjemy cudzą.

 

A tak przy okazji. Pamiętacie akcję „zabierz babci dowód”? Ja od wczoraj próbuję namówić rodzinę do kolejnej – ZABIERZ DOWÓD MOJEMU TEŚCIOWI. I teściowej - tak na wszelki wypadek!!!

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Nie biję!!!!

wtorek, 27 kwietnia 2010 9:13

W weekend pozwoliliśmy Młodemu latać bez pieluchy.  W ramach akcji  "wiosna wkoło". Skubany niestety siadał na nocniku i tylko udawał, że sika a naprawdę sikał w miejscach  do tego nie przeznaczonych jak na przykład nasze łóżko. Obsikał też moją szafkę nocną. Ale nie to jest w tym wszystkim najważniejsze. Najgorsze,  że odkryliśmy coś co nas przeraziło. Tak zwyczajnie przypadkiem dowiedzieliśmy się, że ktoś bije nasze dziecko. Młody latał po mieszkaniu z gołym tyłkiem a my za Nim. „Dawaj tyłek, dawaj tyłek” krzyczeliśmy, a Młody śmiejąc się skakał po materacu naszego łóżka i drocząc się wrzeszczał „nie dam, tyjek Timta, Timta tijek ”. I wszystko było fajnie aż do momentu kiedy złapaliśmy Go i przytulając Małżonek zaczął Go delikatnie klepać po pośladkach. Tak w zabawie dodając, że to nie jest Tymka tyłek tylko nasz. Młody zrobił taaaaakie oczy, usteczka ułożyły Mu się w podkówkę i powiedział tylko „ała, nie bij Timta”. Zamurowało nas. Przez kilka minut nie potrafiliśmy nic powiedzieć tylko patrzyliśmy na siebie. Milion myśli przebiegło przez nasze głowy. KTOŚ BIJE NASZE DZIECKO. ALBO ZBIŁ. Nie ważne czy raz czy więcej razy. Istotne, że ktoś to zrobił wbrew naszemu zdaniu. I zrobił to na tyle mocno, że reakcja na dotknięcie pośladków była jedna -  strach. Młody pod naszą nieobecność zostaje i w żłobku i z babcią i z dziadkiem. Nie wiemy więc kto pozwolił sobie na takie nadużycie. Ale jedno jest pewne – nie pozostawimy tego bez odpowiedzi. Czeka nas kilka niemiłych rozmów. Bo to jest nasze dziecko i to my ustalamy zasady. Te dotyczące kar również!

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Nieoczekiwana zamiana... ról

środa, 21 kwietnia 2010 13:50

Przejęłam wczoraj wieczorem inicjatywę rodzicielską. Małżonek postanowił poprasować i poprosił, żebym to ja położyła Młodego spać. Nie żebym się nie cieszyła z takiego podziału ról. Co to, to nie. Ja wręcz wniebowzięta byłam. Bo prasować nie lubię, nie cierpię i nawet nienawidzę. Przystałam na propozycję i wykorzystałam to niecnie do wprowadzenia zmian w systemie chodzenia spać. Po pierwsze jak przystało na statystyczną „matkę Polkę” po kąpieli, kolacji i „Rajdku” wbrew opinii i zasadom jakie wprowadza mój M. pozwoliłam Młodemu na chwilkę zabawy. W telewizji miejsce bajek zajęły wiadomości, a my przycupnęliśmy sobie na podłodze za kanapą i śpiewaliśmy piosenkę o krokodylach. Aż w pewnym momencie Młody wziął mnie za rękę i zaprowadził do swojego pokoju. Z biblioteczki wyciągnął książkę o lokomotywie Tuwima i powiedział „mamuś oć, mamuś cita”. I ciągnąc mnie dalej ze sobą wgramolił się do łóżka i sam nakrył się kołdrą. Leżeliśmy sobie więc razem przy lampce nocnej trzymając wspólnie książkę, a ja byłam testowana ze znajomości treści. Znaczy się Młody zadawał pytanie „cio to?” wskazując w kółko jedne i te same przedmioty. Ja odpowiadałam. I nawet nie wiem kiedy szepcząc słowa „ciuf, ciuf, para buf, kółko, kółko, duże kółko” zauważyłam, że Młody zasnął. Spojrzałam na zegarek – było przed 20tą. Niby pół godzinki więcej niż zazwyczaj a o niebo piękniej. Nie tylko dla mnie… Dzisiaj też usypiam Młodego. I zawsze Go będę usypiała! A Małżonek może prasować do woli :)

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Idealnie

poniedziałek, 19 kwietnia 2010 12:43

 

Pan idealny ma idealną rodzinkę. I dziecko które siedzi z nóżką na nóżkę. Takie którym się można pochwalić. Wrrryyyy. Ścięłam się z Małżonkiem w sobotę. Znaczy się nawet nie ścięłam. Stwierdziłam po prostu, że jest dziwny. Bo wydaje Mu się, że Młody powinien być najgrzeczniejszy na świecie. A poszło o plac zabaw. Ledwo z Młodym zaczęliśmy szaleć, a Ten już zapytał „to co idziemy do domu?”. Tak jakbyśmy na tym placu pojawili się tylko po to żeby się pokazać. Nie bacząc na sprzeciwy stwierdziłam, że chyba oszalał bo pogoda pierwsza klasa i Młody szczęśliwy. I że pora jeszcze nie jest dobra na powroty. Młody idzie spać za kilka godzin i wolę z Nim spędzić ten czas na placu niż stawać na głowie w domu by Mu się nie nudziło. A że zaczepia dzieciaki, że wszędzie go pełno? Przecież jest dzieckiem. Krzywdy nikomu nie robi. Jak Małżonkowi nie pasuje to niech siedzi na ławce i strzela fotki – ja tam mogę się huśtać i zjeżdżać z Młodym ze ślizgawki. To nic, że moje buty na obcasie najmniej nadawały się na tę okazję. Ale najważniejsze, że zabawa była przednia. I że Młody był naprawdę wniebowzięty. Tak bardzo, że jak już nie miał na nic siły to się położył na kamykach i zaczął je sobie rzucać do góry. I parę kamyków wpadło do buzi. O. Ależ nam się oberwało. Młodemu za wymyślanie głupich zabaw. A mi za to, że nie reaguję tylko pozwalam dziecku się bawić. I Małżonek zarządził odwrót. Młody wrzeszczał bo za nic nie chciał wracać. A ja schyliłam tylko głowę i jak przystało na uległą i potulną żonę poszłam za Nimi. Śmiejąc się w duchu z tego głupiego Małżonkowego wyobrażenia o tym czym jest zabawa na dworze. No nic – niech Mu będzie. Ale następnym razem nie damy się z Młodym tak łatwo. Co więcej – zasiądziemy w piaskownicy tyłkami na ziemi i będziemy się sypać i tarzać. I trzeba będzie prać wszystko. Bo to ja piorę. A dokładniej pralka. I gdzieś mam to, że się pobrudzimy. Dzieciństwo nie polega bowiem na chodzeniu w kancik i pod krawatką.

 

Coraz częściej zauważam że mamy trochę inne wyobrażenia z Małżonkiem co do tego co dziecku wolno a czego nie wolno. Nigdy nie chciałam być schematyczna i statystyczna. A okazuje się, że jestem. Że jestem typową „matką Polką” która pozwala dziecku na wiele. A Małżonek jest typowym „ojcem Polakiem” – który zabrania. Mam nadzieję, że Młody spotyka się z nami gdzieś po środku. I pomimo wszystko jest szczęśliwy.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

sobota, 21 października 2017

Licznik odwiedzin:  877 670  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Oto jest Kasia


Imię - Kaśka
Status - matka, żona i kochanka...
Dzieci - Tymoteusz
Dodatek do szczęścia rodzinnego - kot Eneasz zwany Pierworodnym.

Skończyłam Politechnikę Śląską na iście kobiecym kierunku czyli metalurgii. To, że tam wylądowałam to czysty przypadek. Ot zbieg okoliczności. Ale dzięki temu jestem teraz tu. W tym miejscu i z tymi osobami, które kocham nad życie.

Najważniejsze co jest teraz to fakt, że zmieniam priorytety...to co jeszcze kilka lat temu wydawało mi się niemożliwe jest teraz dla mnie najważniejsze. Chociaż czasami patrzę na tego małego człowieczka i dalej nie mogę uwierzyć, że jest... wyjątkowy, jedyny, mój! Co tu mówić - po prostu zwariowałam na jego punkcie :)

Na punkcie dużego też zwariowałam... właśnie kiedyś tam na uczelni. W najdonoślejszym dniu naszego życia - kiedy się poznaliśmy.

I tak sobie teraz w trójkę warujemy :)


Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Uwaga! Nieretuszowane!

Mój bloog w cyferkach

Odwiedziny: 877670
Bloog istnieje od: 3193 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl