Bloog Wirtualna Polska
Są 1 269 964 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Przedświatecznie o tym i o owym

piątek, 30 marca 2012 12:15

 

Wstępne zakupy świąteczne zrobione. Wyrzuty sumienia z tytułu wydania tak niewyobrażalnej kasy – ogromne. Ale jak już mamy te 15 osób na śniadaniu i obiedzie w niedzielę wielkanocną to przecież coś im muszę dać do zjedzenia. Plan dotyczący tego co będzie w menu też już jest. Nad harmonogramem gotowania, pieczenia i krojenia jeszcze siedzę. Dodatkowo muszę wymyśleć skąd wytrzasnąć ogromny garnek na bigos. Jakoś wszystkie, które posiadam wydają mi się zbyt małe.

 

Żebym nie miała za lekko to wypatrzyłam dzisiaj przepis na staropolski sos śmietanowy do mięs, wędlin i jajek. Wydaje się być banalny więc już postanowiłam, że go popełnię. Tylko na listę tzw. zakupów ostatecznych trzeba dopisać kilka pozycji. No i w harmonogram to trzeba wcisnąć – na późny wieczór piątkowy. Jak zresztą większość pozycji i zadań do wykonania.

 

Aha. W życiu nie miałam tylu jajek w lodówce. I w ogóle może mi ktoś wytłumaczyć dlaczego jajka w sklepie mogą sobie stać na zwyczajnej półce, a jak trafią do mieszkania to trzeba je przechowywać w warunkach chłodniczych? Temperatura? Wilgotność? Czy sztuczna jajeczna inteligencja, która w jakiś niewyobrażalny sposób daje zawartości skorupki świadomość o tym, że się już ze sklepu wydostało? Ktoś może wie? Pół lodówki te tałatajstwo zajmuje, ale mam obawy przed wystawieniem gdzieś na zewnątrz.

 

Na zakończenie Młody. Znowu oglądamy gazetkę z dyskontu. I znowu rozmowa toczy się wokół ketchupu. Musimy koniecznie go kupić stwierdza Tymek.

 

- Dlaczego?

- Bo wy do uwielbiacie. A ja nie uwielbiam.

 

No i dobranocka. Warto wiedzieć, że aktualnie bajka o Jasiu i Małgosi ma miejsce „za Elmami, za tobą i za mną też”. Istotne jest również to, że Elmo zjada całą chatkę, a Baba Jaga jest nieszczęśliwa bo nie ma klatki do której może zamknąć łakomczuchów. Koniec końców wszyscy lądują u Babci L., która przygotowała na tę okazję najwspanialszą zupę pomarańczową (czyt. pomidorową) na świecie.

 

Ot wyobraźnia trzylatka, który nie stroni od telewizora.

 

Aha. Pamiętać o palemce. Pamiętać. Pamiętać................ I tak pewnie zapomnę.

I jeszcze jedno... postanowienie. Trzymam się nadal.

 

W tę niedzielę mam pierwsze "urodziny". Za tydzień prawdziwe. Wg brytyjskich badań osiągam ponoć najszczęśliwszy wiek. Oczekując zatem tej szósteczki w totka, która zwodzi mnie i zwodzi wszystkim życzę tyle samo szczęścia. Czyli ogrom!!!




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

???

czwartek, 29 marca 2012 7:20

 

Prawie jak w dowcipie. Tylko nie przychodzi, nie baba i nie do lekarza. Tym razem dzwoni nie-inżynier do inżyniera. Po achach  i ochach na temat tego co z pewną pilną sprawą (nota bene wcale nie pilną) przejmuję inicjatywę i stawiam szefa do pionu. Ty się chłopie nie gorączkuj tym tematem bo jest do 19 kwietnia. Gorzej z przetargiem o którym przypominam ci codziennie od tygodnia. Zostały 2 dni a ty nadal nic nie zrobiłeś.

 

Szefuńcio nie widzi problemu i postanawiam przedyktować mi zakres oferty przez telefon. W końcu ja też mogę to zrobić. Dyktuje, dyktuje, dyktuje… i w tym dyktowaniu pobija samego siebie. Przy bateriach kondensatorów postanawia coś mi przeliterować. Słucham i za nic nie potrafię odgadnąć o co mu chodzi. Jakie „kafałaer”? Jakie „małekadużefał…”. Ale jak zapisałam to… zaczęłam się śmiać. Choć nie do końca było mi do śmiechu. Na kartce jak byk widniała jednostka mocy biernej. No żesz ty… Przypomniałam sobie jak ostatnio tłumaczył mi przez telefon jak mam zapisać kHz.

 

Czy komuś wydaje się to dziwne? Gwoli wyjaśnienia – w tym towarzystwie to ja jestem inżynierem.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Kryzys i równouprawnienie w pracy

środa, 28 marca 2012 11:50

 

Niewątpliwie wczorajszy dzień nie należał do najlepszych. Nie, w sumie nic się nie stało. Tak zwyczajnie, nie wiem dlaczego, miałam zły humor. Oberwało się kumplowi w pracy. Primo musiał wysłuchać mojego rozżalenia na niesprawiedliwość losu i szowinizm naszego przełożonego, secondo dostał reprymendę za umycie naczyń… szefowskich naczyń, które ja skrzętnie gromadziłam od tygodnia. Naczynia bowiem służyły temu, że coś miało z nich wyjść, zacząć wołać „tato” i dać do zrozumienia, że w tym oto biurze pod względem sprzątania wszyscy są równi. I każdy zmywa po sobie.  

 

No cóż – kolega umył to co szef pobrudził i tym samym mój plan spalił na panewce. Nie dane mi było wychować szefa. Z drugiej strony zastanawiam się czy w ogóle to by się udało… czy nie było by tak, że koniec końców i tak bym się wkurzyła i umyła tę stertę. Albo, że bym została poproszona o umycie. „Bo wiesz, goście za 5 minut będą”. Nie ważne. Mam niereformowalnego szefa i już. Moja frustracja w tej materii osiąga punkt krytyczny jakoś tak raz na kilka miesięcy. Ostatnie apogeum było wczoraj.

 

Na szczęście dzisiaj jest już lepiej. Przeprosiłam kolegę za moje zachowanie. Coś też postanowiłam. I postanowienia się trzymam. Ale o tym póki co cicho sza.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

O uwielbieniu

wtorek, 27 marca 2012 9:00

 

Młody nie lubi. Tak po prostu i zwyczajnie nie używa tego słowa. Dla Niego coś można uwielbiać lub nie uwielbiać. Coś może być też uwielbiane przez osoby trzecie.

 

Wczorajsze popołudnie. Oglądamy gazetkę reklamową dyskontu. Młody oczywiście musi to robić razem ze mną. Paluszkiem wskazuje artykuły, które zna i potrafi nazwać. Dodaje przy tym komentarz, co trzeba kupić. Dowiaduję się zatem, że na następnych zakupach na listę sprawunków należy wciągnąć olej i słoik ogórków korniszonych (dziwne bo wydawało mi się, że oba produkty mam w zapasie). Następnie palec ląduje przy jogurtach. „To też” dodaje Młody. I zatrzymuje się na kolejnym obrazku. Widzę oczy szukające u mnie podpowiedzi. Zna artykuł, wie, że gości w naszym domu, ale nie potrafi odnaleźć w pamięci nazwy.

 

- Ketchup – podpowiadam

- Ketchup, uuuuuuuu…. – niemal słyszę te niedopowiedziane słowo i buzia mi się uśmiecha.

- Uwielbiasz ketchup? Przecież go nie jesz.

- Nieeeeeeee, ja nie uwielbiam ketchup. Ale wy uwielbiacie.

 

No tak. On nie. Ale my… chociaż nie powiedziałabym, żebym uwielbiała. My w przeciwieństwie do Młodego czasami coś zwyczajnie lubimy.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

O karaniu dziecka i... siebie

poniedziałek, 26 marca 2012 10:54

 

Wprowadzając jakiś system kar należy zastanowić się nad ich konsekwencjami – również tymi które wpływają na karzącego. Stosowanie „karnego krzesełka” w pierwszym żłobku, do którego chodził Młody spowodowało ni mniej ni więcej tylko tyle, że Młody odmawiał siedzenia w takowym podczas karmienia. Z kolei nasze karanie brakiem bajki na dobranoc sprawiło, że nie możemy uciec od tego obowiązku/przyjemności nawet wtedy gdy ledwo patrzymy na oczy. Tak właśnie było w zeszły piątek. Zmęczona po całotygodniowym maratonie wstawania skoro świt, zmęczona samą perspektywą zbliżającej się zmiany czasu, miałam ochotę wskoczyć do łóżka już w okolicach 19tej. Ostatkiem sił odgrywałam rolę matki. Kąpiel, kolacja, ostatnia bajka w telewizji i idziemy do łóżka. Przymierzam się do zgaszenia światła gdy Tymek zaczyna podchody:

 

- A bajta? Poczytaj mi.

- Dzisiaj mama tylko opowie Ci bajkę.

- Dlaczego?

- Bo jestem zmęczona i mnie oczka bolą. Jutro Ci poczytam.

- Ale ja byłem grzeczny. I zęby umyłem. Musisz mi poczytać.


Takim argumentom nie potrafiłam odmówić. Jeżeli Młody brak bajki odbiera jak karę to mnie nie pozostało nic innego jak stwierdzić, że On na karę nie zasługuje. I musiałam przeczytać.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

sobota, 21 października 2017

Licznik odwiedzin:  877 654  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Oto jest Kasia


Imię - Kaśka
Status - matka, żona i kochanka...
Dzieci - Tymoteusz
Dodatek do szczęścia rodzinnego - kot Eneasz zwany Pierworodnym.

Skończyłam Politechnikę Śląską na iście kobiecym kierunku czyli metalurgii. To, że tam wylądowałam to czysty przypadek. Ot zbieg okoliczności. Ale dzięki temu jestem teraz tu. W tym miejscu i z tymi osobami, które kocham nad życie.

Najważniejsze co jest teraz to fakt, że zmieniam priorytety...to co jeszcze kilka lat temu wydawało mi się niemożliwe jest teraz dla mnie najważniejsze. Chociaż czasami patrzę na tego małego człowieczka i dalej nie mogę uwierzyć, że jest... wyjątkowy, jedyny, mój! Co tu mówić - po prostu zwariowałam na jego punkcie :)

Na punkcie dużego też zwariowałam... właśnie kiedyś tam na uczelni. W najdonoślejszym dniu naszego życia - kiedy się poznaliśmy.

I tak sobie teraz w trójkę warujemy :)


Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Uwaga! Nieretuszowane!

Mój bloog w cyferkach

Odwiedziny: 877654
Bloog istnieje od: 3193 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl