Bloog Wirtualna Polska
Są 1 259 784 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Odchudzanie czas zacząć

wtorek, 23 lutego 2010 8:40

Oj dzieje, się dzieje. Młody na szczęście już zdrowy. Za to ja zabrałam się za odchudzanie. Dzisiaj drugi dzień. Powiedziałam "koniec, basta" i jakoś wczorajszy dzień przetrwałam. Bez kolacji i bez skuszenia się na ciasto u teściowej. I zapowiedziałam Młodemu, że teraz to On musi zjadać wszystko bo Mama czyli ja, już po Nim dojadać nie będzie. Dobre dziecko - wzięło to sobie do serca i na obiad zjadło więcej niż ja :)

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dzień z życia z anginą

środa, 17 lutego 2010 11:40

Oj co ja się wczoraj namęczyłam z tym moim chorym Młodym. Jeść nie chciał, pić nie chciał, spać nie chciał. To znaczy wszystko chciał, ale… gardło boli, smaki nie takie jak trzeba, gorączka nie pozwalała na spokojne leżenie i wejście w fazę ALFA, ALFA, RAM. Próbowałam, podchodziłam, prosiłam. Soczek, woda, herbatka. Ulubiony ryż z warzywami, mus owocowy lekko schłodzony, ziemniaczki, mleko. Nic. Pił tylko wodę i to też nie zawsze. Przez ten brak apetytu i niechęć do współpracy przy piciu odpadło nam podstępne wprowadzanie leków. A jak nie dało się w sokach ich przemycić to trzeba było oficjalnie – specjalną strzykawką. I rezultat jest taki, że wszystko w łazience jest upstrzone antybiotykiem i syropem przeciwgorączkowym. I tona ciuchów i pościel również. Wszystko się klei. A wieczór to już w ogóle była tragedia. Rozpacz, że On chce „Rajdka”. I to już – w tej chwili. A „Rajdek” się spóźniał. A jak już poleciał to za szybko się skończył. Nie rozumiem, i pewnie moje dziecko też, dlaczego ta bajka nie może lecieć 24 godziny na dobę? To by pewnie dużo pomogło. Choć pomimo tego, że liczyliśmy na to, że Młody zaaferowany jednym odcinkiem skusi się na kolację, „Rajdek” w tej kwestii akurat nas zawiódł. No i Młody od biedy poszedł spać głodny. Bo zjadł tylko 20 ml mleka i za nic nie chciał się przekonać do większej ilości. A o spaniu to też nie bardzo można mówić. Gorączka nie odpuszczała nawet po czopkach. Oczywiście po którymś tam razie poddałam się i wzięłam Go do nas do łóżka. Grzał tak, że kołdra nie była potrzebna. I jakoś udało się zasnąć dobrze po północy. Wszystkim. Nawet Enkowi Młody w tym naszym łóżku nie przeszkadzał. Chyba wyczuł, że Tymek jest chory i łaskawie stwierdził, że się podzieli miejscem. Spaliśmy więc te kilka godzin – ja w półśnie, głaszcząc i szepcząc „ciiiichutko” bo Młody miał koszmary i płakał przez sen. A gdzieś o 5 rano Młody się obudził, wygramolił się z łóżka i zanim się spostrzegłam stał pod drzwiami i płakał zawodząc „mija babcia dzie”. I już wiedziałam, co Go tak męczyło w nocy. Dobra babcia nie jest zła. A wczoraj była u nas moja mama. Widać Młody uznał, że za mało Jej było. I chciał więcej. Tej babci nie mogłam Mu niestety wyczarować na zawołanie ale w zastępstwie został dzisiaj w domu z drugą. Równie kochaną i ulubioną.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Zły początek tygodnia

wtorek, 16 lutego 2010 14:02

Wczorajszy powrót do domu nie zapowiadał niczego złego. Młody był roześmiany i nawet chciał zabrać ze sobą Hanię ze żłobka. Dodam, że Hania też była chętna, ale zważywszy na to, że jej rodzice już niekoniecznie by mogli być wróciliśmy do domu sami. Zjedliśmy obiad, Młody pochrupał chrupki i banana i oglądał w najlepsze bajki. Ale jakiś taki zmierzły był. Pierwsze podejrzenie padło na pieluchę. Bo zazwyczaj jak jest za pełna to On taki marudny jest. Ale pielucha była sucha. Zwaliłam więc to na karb zębów i zmęczenia po poprzedniej nocy. Wykąpaliśmy Go szybciej niż zazwyczaj i dopiero kiedy usiadł mi na kolanach do karmienia poczułam, że grzeje jak piec. Termometr poszedł w ruch. Wynik – 38,3 stopnie. Podaliśmy syrop. Po pół godzinie gorączka spadła do 37,5 żeby zaraz po 10 minutach znowu skoczyć do 38,8. Postanowiliśmy dać czopek. Potem drugi i trzeci. Około północy gorączka osiągnęła zatrważający pułap 39,4. Kolejne czopki. I Młody zagościł u nas w łóżku. Gorący, marudny i nieszczęśliwy. Ale stwierdziliśmy, że na pogotowie pojedziemy tylko jeżeli temperatura dalej będzie rosła. Bo jakoś nie mam zaufania do tych pediatrów na dyżurze. Dzisiaj rano było już tylko 38,2 stopni. Chciałam zamówić naszego lekarza do domu ale oczywiście dodzwonić się nie mogłam. Wzięłam więc Młodego pod pachę, butlę i dokumenty wrzuciłam do torebki i pojechaliśmy do lekarza. I poczekaliśmy sobie przed gabinetem 1,5 godziny. Tyle ludzi było. Młody początkowo siedział u mnie na kolanach i czytał książeczkę, ale z czasem gorączka odpuściła i stał się królem poczekalni. Przez myśl przeszło mi nawet to, że skubany symulował, żeby do żłobka nie pójść. Takie nagłe ożywienie? Ale pani doktor rozwiała moje wątpliwości. Osłuchowo ok. Płuca i oskrzela czyste. To że Młody rzęzi jak oddycha to tylko kwestia lekkiego kataru. Ale w gardle na migdałkach w najlepsze zagościła sobie angina. I bez antybiotyków się nie obejdzie. Póki co dostał leki w syropach i zawiesinach więc odpada kwestia kłucia. I nie będę dodawać, że zostawiłam w aptece majątek. Hmmm. Piątek zły początek? To co ja mam powiedzieć o poniedziałku?

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dzień dobroci

wtorek, 09 lutego 2010 7:48

 

Po ciężkim weekendzie postanowiłam zrobić sobie „dzień dobroci dla Kasi”. Co jak co, ale należał mi się jak nikomu innemu. Małżonek nie oponował. Widać uznał, że mam rację i że potrzebuję takiego dnia. Namoczyłam się więc w wannie, nałożyłam odżywkę na włosy, wypeelingowałam na twarz, wyskubałam brwi, nabalsamowałam stopy i dłonie i spoczęłam w łóżku piękniejąc w najlepsze. Dodać trzeba, że spoczęłam z książką w rękach. A to się już dawno nie zdarzało. Chłopaki spali w najlepsze, kot patrzył na mnie jak na wariatkę a ja sobie leżałam, piękniałam i czytałam. To nic, że trochę się zatraciłam w lekturze i dzisiaj jestem niewyspana. Najważniejsze, że wczorajszy wieczór był tylko dla mnie. I że pomimo niewielkiej ilości snu czuję się dzisiaj „upiękniona” – zewnętrznie i wewnętrznie.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Weekendowy zawrót głowy

niedziela, 07 lutego 2010 10:17

Nie mierz ludzi swoją miarą - usłyszałam. To co dla ciebie jest jasne i pewne nie musi być takim dla wszystkich. Ludzie są różni. Mądrzy, inteligentni ale rówież i głupi. I różni ludzie do różnych kwestii przywiązują różną wagę. Niektórym to co zwyczajne i codzienne po prostu nie zaprząta głowy.
Ok - pomyslałam. Obiecuję już nie mierzyć. Nie oceniać. Nie zagładać że mój aksjomat dla każdego jest pewnikiem. Postaram się patrzeć tam gdzie mój wzrok nie sięga.

A tak poza tym to "dopadł katar..." nie, nie, nie - nie Katarzynę. Tym razem dopadł Tymoteusza. Apsik, apsik, apsik. Póki co niegroźnie, ale jednak. Chyba nie ma nic bardziej drażniącego i upierdliwego niż zakatarzony maluch. Oddychać to to nie może, wydmuchać nosa sobie nie daje i rezultat jest taki że ani On, ani ja nie śpimy praktycznie od kilku dni. Co dziwne Młody sobie z tym dużo lepiej radzi niż ja. Czyli standard. Oczywiście Małżonek twierdzi, że ma tak ciężki i mocny sen że najzwyczajniej w świecie nie słyszy tego jak Młody w nocy płacze. Jasne. Jakby ktoś wstał za mnie to też bym tak twierdziła. Ale nie ważne. Ogólnie weekend mija nam pod znakiem odwiedzin u Toksycznych. I w ogóle odwiedzin. W piątek jedna wizyta. Wczoraj dwie. Dzisiaj idziemy do teściów. Młody wniebowzięty. I chyba to jest najważniejsze… Żeby tylko jeszcze ten katar przeszedł.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

piątek, 21 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  875 878  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728

Oto jest Kasia


Imię - Kaśka
Status - matka, żona i kochanka...
Dzieci - Tymoteusz
Dodatek do szczęścia rodzinnego - kot Eneasz zwany Pierworodnym.

Skończyłam Politechnikę Śląską na iście kobiecym kierunku czyli metalurgii. To, że tam wylądowałam to czysty przypadek. Ot zbieg okoliczności. Ale dzięki temu jestem teraz tu. W tym miejscu i z tymi osobami, które kocham nad życie.

Najważniejsze co jest teraz to fakt, że zmieniam priorytety...to co jeszcze kilka lat temu wydawało mi się niemożliwe jest teraz dla mnie najważniejsze. Chociaż czasami patrzę na tego małego człowieczka i dalej nie mogę uwierzyć, że jest... wyjątkowy, jedyny, mój! Co tu mówić - po prostu zwariowałam na jego punkcie :)

Na punkcie dużego też zwariowałam... właśnie kiedyś tam na uczelni. W najdonoślejszym dniu naszego życia - kiedy się poznaliśmy.

I tak sobie teraz w trójkę warujemy :)


Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Uwaga! Nieretuszowane!

Mój bloog w cyferkach

Odwiedziny: 875878
Bloog istnieje od: 3101 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Ogłoszenia

Pytamy.pl