Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 965 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

bliżej końca - dzień czwarty w klatce

sobota, 28 lutego 2009 22:37
Dzień jak codzień. Mierzony miarą Młodego - od karmienia do drzemki, od spaceru do kąpieli. Minął bez rewelacje no bo czegoż innego można było oczekiwać. Sobota w domu? Sam na sam z co prawda przystojnym ale jednak zaledwie dziewięciomiesięcznym facetem. Gdyby nie to odliczanie do powrotu Małżonka pewnie bym nawet nie zauważyła jaki jest dzisiaj dzień. Niestety coraz częściej mi się to zdarza. Wczesniej odnośnikiem była praca. Teraz brakuje mi czegoś takiego. Pewnej odskoczni od codzienności, czegoś co równocześnie daje poczucie stabilności. Lubimy działać w pewnych schematach. Wstawać o określonych godzinach, ześć jajecznicę w sobotę na śniadane, chodzić do rodziców na obiady niedzelne, robić zakupy w czwartek.... Przynajmniej ja lubię...działąć według schematu, jakiegoś harmonogramu, mieć wszystko poukładane. Młody niestety nie pozwala na usystematyzowanie mojego funkcionowana w domu. A nawet jeżeli by pozwalał to czasami mam dość tego, że jedyną odpowiedzią jaką mogę udzielić na pytanie "co słychać" czy "jak dzień" jest kolejna opowieść o tym co znowu wymyślił mój syn. Z przykrością zawiadamiam, że mi się w domu nudzi a wyjść z niego sama nie mogę. Przydałby mi się taki dzień dobroci dla ducha - bez Młodego, bez Małżonka, żebym się mogła wyspać, żebym mogła poczytać, pobyć sama, odetchnąć, odpocząć, zrelaksować... a potem wrócić do Nich. Z nową energią do życia.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

na półmetkiu - trzeci dzień samotności

piątek, 27 lutego 2009 21:47
Ufff. Bardzo pracowity dzień. Zabrałam się gdzieś koło dziesiątej za cotygodniowe porządki i właśnie skończyłam. Prawie dwanaście godzin...No ale każdy kto ma takie małe dziecko jak Młody wie doskonale, że sprzątanie i niemowlę nie idzie ze sobą w parze. A ja jeszcze wymyśliłam sobie przemeblowanie u Młodego. Koniec końców padam z nóg. Prasowanie już przełożyłam na jutro bo chyba bym przesadziła z nadgorliwością. A ta jak wiadomo jest gorsza od faszyzmu. Jestem tak zmęczona, że nawet myśleć mi się nie chce. Podziwiam te wszystkie samotne mamy, które potrafią stanąć na wysokości zadania i nie zwariować. I dziękuję, że mam tego swojego Małżonka który mi w tym wszystkim normalnie pomaga. Normalnie - jak jest oczywiscie w domu. Ufff. Teraz idę poleżeć w wannie. Chwilka relaksu zanim Młody się obudzi.
P.S. W sprawie pracy cisza - żadnych telefonów, zmian, nowych ustaleń...chociaż nie dokładnie, bo jakaś kobieta z hr poprosiła mnie mailowo o uzupełnienie aplikacji o zakres obowiązków na poszczególnych stanowiskach. Słusznie - w końcu samodzielny referent raczej nic nikomu nie powie. Doradca - tym bardziej. Hmmm. Wysłałam oczywiście i uzupełniłam cv o te informacje.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

drugi dzień samotnosci

czwartek, 26 lutego 2009 14:05
Ufff. Za mną noc na wysokich obrotach. Młody obudził się o 23 i szalał bo chyba idzie Mu drugi ząb. O drugiej się poddałam i wzięłam go do swojego łóżka. Pospał do 5:20. Jestem więc masakrycznie wyspana. Ale nie ważne. Po nocy przychodzi dzień - drugi dzień samotności. Może to będzie dobry dzień? Zaliczyłam już szczepienie Młodego - odważnie wsiadając za kółko i jadąc do przychodni samochodem. Bo z zasady nie jeżdżę. Się poprostu boję - cudzym samochodem to jakoś łatwiej (zwłaszcza firmowym) ale własnym... Za duży jest dla mnie i jeszcze Młody obok. Nie wiem czego mogę się spodziewać. Ale udało się. Po kilku kilometrach zapomiałam, że jadę i pomknęłam. Teraz Młody śpi a ja odebrałam telefon w sprawie spotkania... we wtorek o 9:30. Aplikację wysyłałam ponad miesiąc temu. Poślizg znaczny i nadzieja wraca, że może nie będzie tak źle i coś się w końcu ruszy. Hmmm. Przedsiębiorstwo państwowe więc mogę liczyć, że spotkanie się odbędzie a nie jak ostatnim razem skończy się na odwołaniu wszystkiego dzień przed. Czekam co jeszcze przyniesie ten dzień....
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

fatum czy wolna wola?

środa, 25 lutego 2009 20:43
Pusto, ciemno i cicho. Młody śpi. Małżonek gdzieś w wielkim świecie pewnie też. A mnie nachodzą przemyślenia. Jak to wszystko jest dziwinie poukładane. Wszyscy jesteśmy od kogos uzależnieni. Młody od rodziców, ja od Małżonka. Psychicznie i jak tak dalej pójdzie to niedługo niestety też finansowo. Wszyscy mamy swoje bardziej lub mniej fajne nałogi czy słabostki. Jesteśmy uzależnieni...zależni od rzeczy, ludzi, sytuacji. Od kilku podpisów na wypowiedzeniu, przychylności szefa ustalającego premie, dobrego humoru osoby czytającej nasze cv, wyobraźni hr'owca układającego kompetencje dla potencjalnego, poszukiwanego kandydata do pracy. Hmmm... ponad dziesięć lat temu pisałam na maturze z polskiego wypracowanie na temat "fatum czy wolna wola"... Ale czy można w ogóle mówić o wolnej woli jeżeli każde nasze posunięcie, decyzja, wydarzenie w życiu jest tak naprawdę wynikiem sytuacji na które nie mamy wpływu? Sytuacji o których decydują inni... Czy w takich momentach nasze decyzje są tak naprawdę naszymi decyzjami? Czy obecny czas jest moim fatum? Czy może zapracowałam sobie na to moją wolną wolą?
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

pierwszy dzień samotności

środa, 25 lutego 2009 8:06
No i zostaliśmy sami. Pobudka oczywiście skoro świt. Tak jakby pierwsze promienie słoneczne stawiały Młodego na nogi. Zwlekam się więc i ja z łóżka i zaczynam swój codzienny rytuał - mleko, pielucha, karmienie. Coś dla ducha i dla ciała - czyli kilka pigół i krótka prasówka na internecie. A potem telewizor...może już coś leci ciekawego. Moje życie teraz sprowadza się do funkcionowania pomiędzy kuchnią i pokojem Młodego. Dzień płynie od jednego karmienia do drugiego. Od drzemki do wieczornego kąpania i układania spać. Taka monotonia....
dzisiaj pierwszy dzień samotności. Zostałam ja jedna i pół mojego Małżonka czyli Młody. Pół to troche mało ale zawsze coś...
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

sobota, 21 października 2017

Licznik odwiedzin:  877 656  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
232425262728 

Oto jest Kasia


Imię - Kaśka
Status - matka, żona i kochanka...
Dzieci - Tymoteusz
Dodatek do szczęścia rodzinnego - kot Eneasz zwany Pierworodnym.

Skończyłam Politechnikę Śląską na iście kobiecym kierunku czyli metalurgii. To, że tam wylądowałam to czysty przypadek. Ot zbieg okoliczności. Ale dzięki temu jestem teraz tu. W tym miejscu i z tymi osobami, które kocham nad życie.

Najważniejsze co jest teraz to fakt, że zmieniam priorytety...to co jeszcze kilka lat temu wydawało mi się niemożliwe jest teraz dla mnie najważniejsze. Chociaż czasami patrzę na tego małego człowieczka i dalej nie mogę uwierzyć, że jest... wyjątkowy, jedyny, mój! Co tu mówić - po prostu zwariowałam na jego punkcie :)

Na punkcie dużego też zwariowałam... właśnie kiedyś tam na uczelni. W najdonoślejszym dniu naszego życia - kiedy się poznaliśmy.

I tak sobie teraz w trójkę warujemy :)


Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Uwaga! Nieretuszowane!

Mój bloog w cyferkach

Odwiedziny: 877656
Bloog istnieje od: 3193 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl