Bloog Wirtualna Polska
Są 1 259 784 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Hierarchia ważności wg Młodego

środa, 30 grudnia 2009 19:41
 

Każde dziecko ma swoją hierarchię wartości. I hierarchię ważności. Młody też ma. Najważniejszy jest Tata. Potem ciut ciut niżej – ja. Czasami te dwa pierwsze miejsca zmieniają się w zależności od dnia, sentymentu i samopoczucia. A potem egzekwo jest babcia i chrzestny. Choć można się pokusić o stwierdzenie że babcia mogłaby przegrać z wujkiem Piotrkiem. Ale generalnie tak to wygląda. Potem są „toksyczni” wujkowie i ciocie. I dziadek. I druga babcia. I wujek z ciocią bo przyjeżdżają z psem. I chrzestna z rodziną. I drugi dziadek. Ta hierarchia wynika poniekąd z czasu jaki poszczególne osoby poświęcają Młodemu, z częstotliwości z jaką się z Nim widują. Wiadomo – nie na wszystko mamy wpływ. Chrzestna mieszka baaardzo daleko. Ale w przypadku pozostałych osób ta hierarchia jest albo podyktowana ich wyborem albo naszym stylem życia. Czasami jest mi smutno, że moich rodziców i braci Tymek widuje rzadziej niż teściów. Ale zaraz otrząsam się i cieszę się że chociaż tych jednych dziadków ma na co dzień. A przecież pomimo tego że Piotrek jest u nas (u Tymka) raz na miesiąc to i tak wygrywa w tej hierarchii z moją Mamą i teściem, którzy bywają u nas częściej. Więc nie chodzi tylko o czas. Chodzi o uczucie, zabawę i podejście. A Młody oddaje dokładnie to samo co otrzymuje. Choć daleka jestem od wartościowania i mierzenia miłości. Bo kocha się jednakowo. Ale lubi już niekoniecznie…

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Budzik zwany Młodym

wtorek, 29 grudnia 2009 12:35

Pa, pa, pa, para, pa, pa, pa, pa” usłyszałam przez sen. A potem „Mama, Tata… Tato. TA-TO”. Zerknęłam na zegarek – 6:29. Boziu co za dziecko – przemknęło mi przez głowę – wczoraj nie spał w ogóle w dzień, padł wieczorem później niż zwykle a i tak nie da pospać rano? Zresztą jakie rano? Środek nocy jest przecież. Ale zwlekłam się z łóżka. Szykowałam mleko kiedy zorientowałam się że Młody monotonnie wymawia już tylko „Mama, mama, MA-MA”. Kurczę skąd On wie że to akurat ja wstałam? Po krokach, systemie i organizacji zadań po przebudzeniu albo... no właśnie po czym? Myśląc i nic nie wymyślając skończyłam szykować mleko, poczłapałam do pokoju Młodego i zastałam taki oto cudny widok – siedzi to to zwane moim synem w łóżeczku po ciemku i próbuje nałożyć na nos okulary… szkoda tylko że do góry nogami więc za uszy się nie dają wcisnąć. Radość zapanowała na mój widok… Mam przynajmniej taką nadzieję że na mój a nie na widok mleka. Wyjęłam Młodemu z rączek okulary, zapodałam mleko, zmieniłam pieluchę i zatargałam do naszego łóżka mając nadzieję na jeszcze chwilkę snu. Młody wypił co miał wypić i leży. Oczy jak spodki. Po 5 minutach leżenie się znudziło. I wymyślił sobie zabawę w wtykanie palców do nosa – dodam że mojego. Skapitulowałam po 10 minutach. I wstałam. A Młody ze mną. Małżonkowi się udało bo pospał jeszcze ze 2 godzinki dopóki dziecię nasze nie zorientowało się że kogoś mu brakuje. Była konsternacja, krótkie „TA-TA” i pęd do sypialni i do łóżka.

Nasz mały słodki budzik… ale jeden dzień mógłby odpuścić :)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Świątecznie :)

sobota, 26 grudnia 2009 13:46

Chciało by się rzec "święta, święta i po świętach". Bo to co fajne zazwyczaj szybko się kończy. Ze świętami jest tak samo. Gdzieś zapodział mi się jeden dzień i od rana nie mogę uwierzyć że już jutro będzie „po świętach”. Szybko minęło. A jeszcze szybciej minie tych kilka dni pomiędzy świętami i nowym rokiem. I nawet się nie obejrzymy a już trzeba będzie wracać do pracy. Ale to dopiero za kilka dni. Póki co cieszymy się pseudo-wolnością siedząc w domu, zajmując się Młodym i przyjmując gości. I wcale ale to wcale się nie obżeramy…

Aha. Nie pękając "w szwach" życzę wszystkim czytającym szczęśliwości, marzeń, zapału do ich realizacji i żeby 2010 był po stokroć hojniejszy niż kończący się powoli rok 2009.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

"Toksyczny" opłatek czyli coraz bliżej święta :)

poniedziałek, 21 grudnia 2009 10:25

Zasiedliśmy wczoraj przy prawie wigilijnym stole. Całe 18 „toksycznych” osób. Miły i sympatyczny wieczór. Były życzenia, opłatek i buziaki pomimo że okres grypowy i że ktoś trąbił w TV że powinno się unikać tego typu czułości. A co tam. Jak święta to święta. Maluchy dostały prezenty i pojadły opłatków. Młodemu bardzo się ta tradycja spodobała. Wyjadł wszystko co zostało po „łamaniu”. I tańczył do melodyjki „Cicha noc” wygrywanej przez książeczkę jaką sprezentowała Mu jedna z cioć. A ja po powrocie do domu ulokowałam na honorowym miejscu w salonie stroik jaki dostaliśmy od jednej pary „zamiast kartki”. I w mieszkaniu zapachniało jodłą i świętami.

Hmm. Kiedy po raz pierwszy spotkaliśmy się na tym „toksycznym opłatku”? Nie pamiętam już. Wiem tylko że wtedy było to na dzień przed wigilią. I że łamanie było wtedy szalone i na „hura” – złapaliśmy wszyscy wszystkich za opłatki i przełamaliśmy się na „trzy-czte-ry” życząc sobie gromkie „wszystkiego najlepszego”. I od tamtej pory nie ma roku żebyśmy się nie spotkali przed świętami. Zawsze gdzieś na mieście – przy kawie, piwku czy herbatce. I co roku jest nas coraz więcej – w zeszłym po raz pierwszy był Młody i Marcel. W tym przybyła kolejna rodzinka – od razu 4 osobowa. I w tym roku planujemy jeszcze spotkać się w święta. W drugi dzień. U nas. A kiedyś dojrzejemy do tego by zasiąść w takim lub jeszcze większym gronie przy wigilijnym stole. Bo zbieramy się i planujemy to już od jakiegoś czasu. Dla nas i dla wszystkich „toksycznych” jesteśmy rodziną… taką „toksyczną” ale bardzo zżytą. I trzeba dodać że najwspanialszą jaką mogłam sobie wymarzyć! Bo niby rodziny się nie wybiera, a tę akurat "wniósł w posagu" mój Małżonek. Ale to akurat jest chyba najcenniejsze co mogłam dostać nie mając żadnego wpływu na "jakość i całokształt podarunku" :)
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

dr House potrzebny od zaraz ;)

piątek, 18 grudnia 2009 18:57

Wczoraj wieczorem gardło zaczęło boleć straszliwie. A oprócz gardła język. Pozaglądałam w głąb siebie ale jakoś powodów do następnych antybiotyków nie zauważyłam. Więc czemu tak boli? Dla zasady? Wątpię. Bo jakie to zasady. Antybiotyki brałam grzecznie i posłusznie, resztę lekarstw zresztą też. I powinnam już dawno być zdrowa. A że jestem lekkim hipochondrykiem to zaczynam się za dużo zastanawiać. Diabli nadali te choróbsko. Za oknem słońce i śnieg. Tak by się poszło na sanki. Nawet bym sama je wytargała z piwnicy. I pomimo że Młody butów na śnieg nie ma poszlibyśmy sobie gdzieś ochrzcić kombinezon. A tak uziemieni jesteśmy oboje. Chociaż ja nie do końca. Bo dzisiaj bez lekarza sie już nie obyło. Rano ból taki, że nawet oddychać nie mogłam. Pani doktor stwierdziła że coś jest na rzeczy ale że nie ma możliwości dojrzeć tego co mnie gnębi. Oczywiście dostać się do laryngologa od ręki zakrawa na cud. Pielęgniarki w przychodniach które sprawdziłam niewymownie ale bez słów dały mi do zrozumienia że bez napisu PILNE na skierowaniu to mogę się w tyłek pocałować co najwyżej. Ale przecież nie będę gonić do lekarki drugi raz żeby mi to dopisała lub co gorsza prosiła na kolanach o dopisanie. Jak nie napisała od razu to widać nie jest pilne. Ostatecznie umówiłam się na poniedziałek ale oczywiście prywatnie. A do tego czasu mam płukać gardło i przełyk antybiotykiem i priobiotykami. Zobaczymy co z tego wyniknie. No i odmówiłam kolejnego L4. Bo w poniedziałek to już MUSZĘ być w pracy. Muszę i CHCĘ. We wtorek szkolenie, a od środy urlop. Myślę sobie że siedzenie i urabianie się po pachy w domu i tak mi nie pomoże. Czasami tak bywa że odpoczywamy w pracy. Ja przynajmniej mam taki zamiar - choć przez dwa dni to chyba nie za dużo zdziałam :)
Aha - generalnie to trochę dzisiaj sobie po śniegu pobiegałam... Fajnie było ;)
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

piątek, 21 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  875 874  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Oto jest Kasia


Imię - Kaśka
Status - matka, żona i kochanka...
Dzieci - Tymoteusz
Dodatek do szczęścia rodzinnego - kot Eneasz zwany Pierworodnym.

Skończyłam Politechnikę Śląską na iście kobiecym kierunku czyli metalurgii. To, że tam wylądowałam to czysty przypadek. Ot zbieg okoliczności. Ale dzięki temu jestem teraz tu. W tym miejscu i z tymi osobami, które kocham nad życie.

Najważniejsze co jest teraz to fakt, że zmieniam priorytety...to co jeszcze kilka lat temu wydawało mi się niemożliwe jest teraz dla mnie najważniejsze. Chociaż czasami patrzę na tego małego człowieczka i dalej nie mogę uwierzyć, że jest... wyjątkowy, jedyny, mój! Co tu mówić - po prostu zwariowałam na jego punkcie :)

Na punkcie dużego też zwariowałam... właśnie kiedyś tam na uczelni. W najdonoślejszym dniu naszego życia - kiedy się poznaliśmy.

I tak sobie teraz w trójkę warujemy :)


Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Uwaga! Nieretuszowane!

Mój bloog w cyferkach

Odwiedziny: 875874
Bloog istnieje od: 3101 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Ogłoszenia

Pytamy.pl