Bloog Wirtualna Polska
Są 1 269 964 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Językowy galimatias na dzień dobry

środa, 16 października 2013 17:27

 

6 rano. Wyciągam Młodego z łóżka klasycznym podstępem - na kota. Że jak szybko wstanie, to Enek na pewno będzie chciał się głaskać.

 

- Mamo a czy mogłabyś zbawić Enka?

- ???? Jak to zbawić????

- No żeby do mnie przyszedł.

 

Jasne? Jasne.

No to zbawiłam, tfu... ZWABIŁAM :)

 

 


Podziel się
oceń
12
5

komentarze (205) | dodaj komentarz

:)

wtorek, 15 października 2013 18:59

 

Dzień jak co dzień. Po pracy odbieram Młodego z przedszkola. Razem jedziemy do domu gdzie czeka na nas M z obiadem. Nie mija 10 minut i parkujemy w tym samym miejscu co zwykle. Wychodzimy, a ja zamykam samochód.

Wydawało by się, że to taki powtarzalny dzień...

jak co dzień...

prawie co dzień...

bo prawie robi dużą różnicę :)

a dokładniej dużą różnicę zrobił komentarz Tymka:

 

- Mamo ale zamknij go dobrze, żeby żaden ZAKAPIOR do środka nie wszedł!

 

No i dzień zrobił się jedyny w swoim rodzaju :)

 

 


Podziel się
oceń
10
2

komentarze (137) | dodaj komentarz

I wszystko jasne

środa, 09 października 2013 19:05

 

Jak przystało na porządną żonę musiałam trochę pozrzędzić na temat spania przy włączonym telewizorze. Że niewygodne, że prąd, że plecy bolą, że się marznie, że w ogóle bez sensu… że chociażby koc mógł sobie wziąć.  

 

- Miałem koc. Pod głową! – skwitował z uśmiechem Małżonek

 

I teraz już wiem po kim Młody ma tę umiejętność ripostowania.

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (162) | dodaj komentarz

O bajkach

piątek, 04 października 2013 8:11

 

Rzecz dzieje się kilka dni temu. Tymek ogląda pierwszą część Shreka. Pewnie znacie tę scenę doskonale - Lord  Farquaad "przesłuchuje" Ciastka, żeby wyciągnąć od niego informacje. Dla dorosłych jest ona zabawna i pełna tekstów pozwalających nam powrócić do dzieciństwa. Ale Młody dorosły nie jest, nie pamięta też Żwirka i Muchomorka, nie rozumie dwuznaczności niektórych pojęć, a to co widzi i słyszy zwyczajnie bierze na poważnie...

 

MAMO! ON MACZA PIERNICZKA! - zakrzyknął lekko przerażony.

 

I stwierdził, że nie będzie oglądał tej bajki. Bo maczanie pierniczków jest niedopuszczalne. Zwłaszcza w mleku, którego moje dziecko nie toleruje :)

 

 

 


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (185) | dodaj komentarz

Przedszkolak zadaje pytanie "skąd się biorą dzieci"... czyli recenzja pewnej książeczki

czwartek, 03 października 2013 18:42

 

Obiecałam jakiś czas temu zdać relację jak nam się podobała książeczka Pana Grzegorza Kasdepke zatytułowana „Horror! Czyli skąd się biorą dzieci”. Jako, że czytamy takie pozycje głównie do poduszki to trochę czasu nam zajęło zanim dobrnęliśmy do zakończenia. Ale przeczytaliśmy, zatem teraz jest pora na recenzję.

 

horror-czyli-skad-sie-biora-dzieci-b-iext3912750.jpg

 

Nie ukrywam, że lubimy sposób w jaki Pan Grzegorz pisze. Podobają nam się również ilustracje autorstwa Pana Marcina Piwowarskiego. Młody uwielbia i bajeczki z bajkolandi, świąteczne historie, opowieści o Bodziu i Pulpecie oraz przygody Detektywa Pozytywki. Mamy w swojej kolekcji już kilka książek tego autora, dlatego przychylnie popatrzyłam także i na ten tytuł.

 

Zacznę od tego, że w mojej ocenie 5 rok życia malucha to najwyższy czas by zacząć rozmawiać na tematy dotyczące rodziny. I choć Młody wie w jaki sposób się urodził to był wyjątkowo niezainteresowany drążeniem tematu. Nie bardzo chciałam czekać, aż przyniesie tę wiedzę z przedszkola więc sama zaczęłam. A książka Pana Kasdepke została zakupiona jako pomoc do rozmowy o ciąży, narodzinach i miłości.

 

Książeczka jest bardzo ciekawa i dowcipna. W życiu się tak nie uśmiałam, jak wtedy gdy czytałam o poglądach przedszkolaków na temat tego skąd się biorą dzieci. A sam żart na bazie którego została zbudowana fabuła jest nietuzinkowy i wyjątkowo zabawny. Tylko, że… jeżeli ktoś chce traktować tę książkę jako bazę do wyjaśnienia przedszkolakowi tematu seksu to niestety może się rozczarować. Owszem, dla nas dorosłych jest ona zabawna bo rozumiemy koncept. Dla pięciolatka – już niekoniecznie. Młody nie zrozumiał żartu, tego, że sytuacja jest zbudowana na błędnym postrzeganiu tematu przez dzieci i odebrał to tak jak bohaterowie książeczki. Dla Niego istotne było to co mówiły maluchy bo z nimi się utożsamiał – w końcu jest w ich wieku i patrzy na świat w ten sam sposób. A ja przy każdym poglądzie małych bohaterów musiałam wyjaśniać, że to jest pogląd dziecka i niekoniecznie jest on prawdziwy. W naszym przypadku było to konieczne bo Młody już zaczynał twierdzić, że mamusie rodzą dziewczynki, a tatusiowie chłopczyków.  Dodam też, że nawet jeżeli mały czytelnik, który słucha tej opowieści byłby zainteresowany tematem seksu to tutaj też jest miejsce na rozczarowanie rodzica – o samym tworzeniu nowego życia w książce jest niewiele i większe wrażenie na dziecku robi budowane napięcie, antyterroryści (tak, tak – są antyterroryści) i powód dla którego wychowankowie przedszkola chowają się po szafach czy w toalecie. Wyjaśnienie „co i jak” znajdujące się na samym końcu jakoś na Tymku nie zrobiło wrażenia. Tak jakby go w ogóle nie było.

 

Oczywiście można by było tę książkę skierować do dzieci starszych, które tak jak dorośli będą miały możliwość zrozumienia zabawność sytuacji i będą potrafiły odcedzić rzeczywistość  od wymyślonych historii, którymi raczą się maluchy. Tylko po co? Po pierwsze fabuła osadzona jest w realiach przedszkola, więc starsze dziecko niekoniecznie będzie nią zainteresowany. Po drugie wydaje mi się, że starsze dzieci doskonale zdają sobie sprawę z tego jak powstaje nowe życie i lektura, traktująca temat w taki sposób jak „Horror, Czyli stąd się biorą dzieci” jest im niekoniecznie potrzebna.

 

Czy warto przeczytać dziecku tę historię? Jasne, że warto. To sympatyczna lektura zarówno dla przedszkolaka jak i rodzica. Gwarantuję, że każdy wieczór będzie z nią wesoły i pełen śmiechu. Ale niestety  nie powinno się jej traktować jako pomocy „naukowej” do rozmów.

 

Podsumowując – polecam  „Horror! Czyli stąd się biorą dzieci”  jako wesołą opowieść czytaną dziecku do poduszki. Ale do drążenia tematu zawartego w tytule tej lektury musicie zaopatrzyć się w inną książkę.

 

 

 

 


Podziel się
oceń
3
4

komentarze (195) | dodaj komentarz

sobota, 21 października 2017

Licznik odwiedzin:  877 667  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Oto jest Kasia


Imię - Kaśka
Status - matka, żona i kochanka...
Dzieci - Tymoteusz
Dodatek do szczęścia rodzinnego - kot Eneasz zwany Pierworodnym.

Skończyłam Politechnikę Śląską na iście kobiecym kierunku czyli metalurgii. To, że tam wylądowałam to czysty przypadek. Ot zbieg okoliczności. Ale dzięki temu jestem teraz tu. W tym miejscu i z tymi osobami, które kocham nad życie.

Najważniejsze co jest teraz to fakt, że zmieniam priorytety...to co jeszcze kilka lat temu wydawało mi się niemożliwe jest teraz dla mnie najważniejsze. Chociaż czasami patrzę na tego małego człowieczka i dalej nie mogę uwierzyć, że jest... wyjątkowy, jedyny, mój! Co tu mówić - po prostu zwariowałam na jego punkcie :)

Na punkcie dużego też zwariowałam... właśnie kiedyś tam na uczelni. W najdonoślejszym dniu naszego życia - kiedy się poznaliśmy.

I tak sobie teraz w trójkę warujemy :)


Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Uwaga! Nieretuszowane!

Mój bloog w cyferkach

Odwiedziny: 877667
Bloog istnieje od: 3193 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl