Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 965 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Halloweenowe ciasto dyniowe

środa, 31 października 2012 9:24

 

Młody zapragnął mieć Halloween. Jako, że jesteśmy rodzicami, którzy dla dziecka zrobią prawie wszystko (z naciskiem na PRAWIE) to postanowiliśmy bal uskutecznić i zaprosiliśmy gości oraz wybraliśmy się do sklepu po dynie. A mnogość tego towaru jest taka, że zamiast z jedną to wróciliśmy do domu z czterema. Małżonek bawił się kilka godzin, żeby nadać im odpowiedni wygląd. Ja z kolei zostałam uraczona nieopisaną ilością wnętrzności dyniowych do zagospodarowania.  Decyzję podjął Młody – mama musi zrobić prawdziwe dyniowe ciasto!

I tutaj zaczął się problem. Może jestem mamą pracującą i równocześnie zwyczajną czyli gotującą. Potrafię prawie każdą ulubioną zupę wyczarować, moskole przygotuję, sałatki, pasty, mięsiwa i inne dania nie są dla mnie niczym strasznym, ale ciasta… ciasta najzwyczajniej w świecie mi nie wychodzą. Do dzisiaj połowa rodziny zastanawia się jakim cudem potrafiłam w kruchym cieście zrobić zakalec. Druga połowa przestała się zastanawiać przyjmując do wiadomości, że jak słodkości to raczej nie ja. Ale dziecko zapragnęło, więc matka postanowiła zmierzyć się z wyzwaniem. I choć bal nie do końca się udał, bo goście z racji choroby nie dopisali to efekt i tak był niesamowity. Ciasto nie dość, że mi wyszło to jeszcze zasłużyło na miano najlepszego ciasta na świecie. Smak idealny. Wygląd fantastyczny. Wykonanie banalne. 

 

Dodam tylko, że Młody nie skosztował ani odrobiny bo po mamusi ma tak, że ze słodyczy lubi jedynie śledzie. Za to my z Małżonkiem pochłonęliśmy całą tortownicę w jeden wieczór.

 

A jakby ktoś chciał sprawdzić czym się tak zachwycam to podaję przepis wygrzebany gdzieś w necie, choć oczywiście lekko przeze mnie zmodyfikowany. Bo nie byłabym sobą gdybym czegoś nie pozmieniała...

 

Składniki

250 g musu z upieczonej dyni (robiłam z dyni pomarańczowej i dyni prowansalskiej) – szklanka

200 g masła

1,5 szklanki mąki pszennej (typ 450)

2 łyżeczki proszku do pieczenia

1 szklanka cukru

1 opakowanie cukru wanilinowego

3 jajka

1 opakowanie kandyzowanej skórki pomarańczowej

Garść pestek z dyni

50 g białej czekolady (pół tabliczki)


Mus z dyni.

Ja dysponowałam wnętrzem wyskrobanym z dyni, ale można kupić kawałek. Dynię należy obrać ze skórki, usunąć pestki, pociąć na mniejsze kawałki i ułożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Piec w temperaturze 200 stopni do czasu aż dynia zmięknie. Po upieczeniu dynię odcedzić na sitku i zmiksować. Z otrzymanego musu odłożyć 250 g musu czyli szklankę. Z reszty można przyrządzić na przykład zupę dyniową. Można też podzielić resztę musu i zamrozić do wykorzystania przy kolejnym planie zrobienia tego ciasta.

 

Ciasto

Na dno tortownicy  należy wyłożyć papier do pieczenia. Boki smarujemy masłem. Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni.

 

Masło roztapiamy i dorzucić do niego cukier oraz cukier wanilinowy.  Mieszamy i odstawiamy z ognia, a następnie dodajemy mus dyniowy oraz skórkę z pomarańczy. Masło nie musi być bardzo zimne.

Całość mieszamy i odkładamy pół szklanki, które wykorzystamy na polewę. Oddzielamy żółtka od białek. Do masy dyniowej (z masłem i cukrem) dodajemy żółtka i całość znowu mieszamy. Białka ubijamy z odrobiną soli na pianę.

Mąkę przesiewamy przez sitko i mieszamy razem z proszkiem do pieczenia, a następnie dodajemy w 3 partiach do masy dyniowej. Na końcu dodajemy pianę z białek – delikatnie mieszamy.
Całość przelewamy do tortownicy i wstawiamy do nagrzanego piekarnika na 30-35 min (sprawdzamy patyczkiem).

 

Polewa
W kąpieli wodnej rozpuszczamy kostki białej czekolady, dodajemy odłożoną wcześniej masę dyniową (pół szklanki) oraz pestki dyni. Otrzymaną w ten sposób polewą ozdabiamy lekko wystudzone ciasto.

 

  

 

Zróbcie to ciasto – naprawdę warto!!!



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

O byciu mamą

wtorek, 30 października 2012 14:14

 

Czytam ostatnio sporo artykułów dotyczących kobiet. O wyższości karmienia piersią nad butelką i odwrotnie. O wpływie pracy zawodowej rodzica, dokładnie matki na poczucie miłości u dziecka. O tym, czy szczęśliwsi są ci, którzy dzieci nie mają czy jednak ci, którym potomstwo jest dane. O zgubnym wpływie feministek na czystość w domach. I zastanawiam się kim jestem i gdzie w tych wszystkich sporach się znajduję. A sprawa nie jest prosta.

 

Czuję się w pewien sposób feministką. Lubię być niezależna i wolna. Kobieta? Tak. Ale … zawodowo jestem człowiekiem, inżynierem, pracownikiem. Do szału doprowadza mnie hasło „jak na kobietę i tak dobrze zarabiasz”. Bo w pracy nie liczy się płeć, a wykształcenie, kompetencje i wiedza.

 

Jestem też mamą. I jestem z tego dumna. Choć wiem, że nie jestem idealna. Dla Młodego jestem mamą jedyną i wyjątkową. Dla siebie – zwyczajną i pracującą.  Gotuję obiady, sprzątam, piorę, robię zakupy, uczę dziecka wierszyków. Mogę nawet zrobić kreatywnie bezpieczną ciupagę na przedstawienie do przedszkola. Daję radę. Nie padam na twarz o godzinie dwudziestej. Mam czas poczytać książkę, porozmawiać z mężem, pobawić się z Tymkiem.

 

Nie uważam, żeby praca ograniczała mój kontakt z dzieckiem. Daleka jestem też od twierdzenia, że dziecko ogranicza moją możliwość kariery. Nie traktuję prac domowych jak zamach na wolność czy równouprawnienie. Robię to bo lubię. Tak samo jak lubię wyzwania związane z pracą czy projektami, które realizuję.

Mam życie takie jakie chciałam mieć. Poukładałam sobie kiedyś priorytety. Powiedziałam swoim bliskim co dla mnie jest ważne i w czym chciałabym żeby mnie wspierali. Trudne? Dla mnie niekoniecznie.

 

Mama pracująca może być fajna, ciepła i prawdziwa.

 

A dzisiaj po przedszkolu idziemy z Młodym w poszukiwaniu resztek śniegu. Umówiliśmy się na bitwę śnieżkami. W nagrodę, że wygra (a pewnie wygra) będzie czekała na Niego prawdziwa, ulubiona zupa pomidorowa.

 

Mamusie - nie dajcie się zaszufladkować. Róbcie to czego pragniecie. I realizujcie swoje marzenia.

Bo szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Wiem, że brzmi banalnie. Ale to prawda.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Nie lubię poniedziałków?

poniedziałek, 22 października 2012 17:50

Jak zacząć tydzień to z impetem :)

Dojechałam do pracy spóźniona przeszło 15 minut. Tylko dlatego, że panowie policjancji postanowili sprawdzić "wczorajszość" kierowców i zatrzymywali każdego w celach dmuchawczo-kontrolnych. Oczywiście tuż przede mną akcja się zakończyła, ale co się wystałam to moje.

Potem to już tylko switch się wziął i zepsuł, więc przeistoczyłam się w informatyka i przez 3 godziny stawiałam całe biuro na nogi.

 

Młody dostał kataru. M. również. Nie wiem co gorsze...

 

Ciekawe co wydarzy się jutro?

:)

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Przez żołądek do serca

niedziela, 21 października 2012 17:32

 

Że chłopaki lubią moją kuchnię - to wiedziałam. Że lubią "moskole", które przypadkiem mi kiedyś wyszły zamiast kopytek - to też mi było wiadome.

Ale i tak poczułam się niesamowicie podczas dzisiejszego obiadu.

Gdy na stół powędrowały "moskole" Młody odstawił rosół na bok i powiedział "to ja już podziękuję za zupę". Nigdy się coś takiego nie wydarzyło.

A potem dobrał się do pierwszego placka, popatrzył na mnie i rozwalił mnie zupełnie:

- Wiesz mamo, Ty to jesteś...

- Jaka?

- Super!

 

Jak dobrze gdy ktoś jednym zdaniem przyprawia nam skrzydła :)

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Matka pracująca intensywnie

poniedziałek, 15 października 2012 19:51

 

Kiedy kończyłam projekt "Targi 2012" pomyślałam, że do przyszłego roku mam wolne. Tymczasem zaraz po targach musiałam udać się do Warszawy by wszystko podsumować, w zeszłym tygodniu zaliczyłam trzydniowy wyjazd szkoleniowy, a w tym tygodniu mam dwudniową konferencję, którą nomen omen też organizuję. 

 

Zapracowana? To mało powiedziane. 

 

Zmęczona? Ba!

 

Marzy mi się taki tydzień w którym nie będę musiała nigdzie wyjeżdżać i w którym codziennie wrócę do domu o normalnej porze (czyt. o 16tej).

 

Jak dobrze, że i M. i Młodemu jeszcze te moje delegacje nie zbrzydły :)

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

sobota, 21 października 2017

Licznik odwiedzin:  877 649  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Oto jest Kasia


Imię - Kaśka
Status - matka, żona i kochanka...
Dzieci - Tymoteusz
Dodatek do szczęścia rodzinnego - kot Eneasz zwany Pierworodnym.

Skończyłam Politechnikę Śląską na iście kobiecym kierunku czyli metalurgii. To, że tam wylądowałam to czysty przypadek. Ot zbieg okoliczności. Ale dzięki temu jestem teraz tu. W tym miejscu i z tymi osobami, które kocham nad życie.

Najważniejsze co jest teraz to fakt, że zmieniam priorytety...to co jeszcze kilka lat temu wydawało mi się niemożliwe jest teraz dla mnie najważniejsze. Chociaż czasami patrzę na tego małego człowieczka i dalej nie mogę uwierzyć, że jest... wyjątkowy, jedyny, mój! Co tu mówić - po prostu zwariowałam na jego punkcie :)

Na punkcie dużego też zwariowałam... właśnie kiedyś tam na uczelni. W najdonoślejszym dniu naszego życia - kiedy się poznaliśmy.

I tak sobie teraz w trójkę warujemy :)


Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Uwaga! Nieretuszowane!

Mój bloog w cyferkach

Odwiedziny: 877649
Bloog istnieje od: 3193 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl