Bloog Wirtualna Polska
Są 1 259 782 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

nowy żłobek

wtorek, 06 października 2009 9:59

 

No i koniec pewnego etapu w naszym życiu. I w życiu Młodego. W zeszłym tygodniu Młody był ostatni raz w prywatnym żłobku. Plan od początku był taki, że niezależnie od tego co się będzie działo od października Go stamtąd zabieramy. Bo żłobek rewelacja ale granice mojej karty kredytowej były nieubłagalne. A od października Młodym mogła zająć się już teściowa. Znaczy się Jego babcia. Początkowo z przerażeniem patrzyłam na kalendarzu na ten dzień bo nie ukrywam dla mnie osobiście żłobek to lepsze rozwiązanie niż babcia. Co jak co Młody przez te 5 miesięcy bardzo dużo się nauczył. No i wiem jak bardzo lubi spędzać czas z innymi dziećmi. A jak jest z babcią (najukochańszą) to jednak potrafi się uwstecznić. Bo babcia wszystko za Niego robi i nie motywuje do rozwoju. No a ja dodatkowo przywiązuję się do pewnych miejsc i schematów. I żal mi było tego wszystkiego. Zwłaszcza jak widziałam że ciociom też jest smutno że Tymka już w żłobku nie będzie. Na szczęście gdzieś w sierpniu otrzymaliśmy informację że Młody dostał się do żłobka państwowego.  Babcia na wieść o zmianie planów się rozpłakała. My odetchnęliśmy z ulgą. Żłobek państwowy jest w mieście w którym mieszkamy i my i teściowe, więc w razie jakiś nagłych wypadków nie będę musiała urywać się z pracy. Zawsze jest więcej osób do odebrania. No a Młody płynnie przejdzie z jednego żłobka do drugiego. Mam przynajmniej taka nadzieję choć wiem, że na początku i tak będzie się musiał zaaklimatyzować i mogą być problemy. Wszystko będzie przecież nowe. I ciocie, i dzieci, i plan dnia. I w takim żłobku państwowym nocnikowanie i spanie jest w ustalonych porach a nie w momencie kiedy przyjdzie ochota.

Potem Młody został jeszcze w domu. Z babcią. Z kataru wyszło chyba zapalenie zatok bo to co Mu z nosa idzie to potęga. Musimy jeszcze załatwić okulistę, sanepid, zaświadczenie od pediatry (i przy okazji coś poradzić na te zatoki). Pojechać do żłobka z wszystkimi papierami i rzeczami. Wzięłam sobie oczywiście dzień urlopu. Choć ciężko to nazwać urlopem. Jak już kwestie Młodego zostaną zamknięte to zabieramy się za mnie – najpierw lekarz a potem fryzjer. A w poniedziałek czeka nas kolejny wielki dzień. Bo trzeba będzie opracować od nowa schemat poranków, żeby ze wszystkim zdążyć. No i czeka nas pobudka godzinkę wcześniej niż dotychczas. Świat się zmienia. My się zmieniamy. Nasze życie się zmienia. I wszystko idzie do przodu. Damy radę Uśmiech

Pierwszego dnia w nowym żłobku Młody obudził się o 4:30. Do tego stopnia był wyspany, że my też musieliśmy wstać. Chyba wyczuwał, że coś się dzieje bo jakiś taki pobudzony był. Na spokojnie zdążyliśmy więc ze wszystkim i planowo o 5:50 wyszliśmy z domu. Całą trójką. Noc jeszcze ciemna była. A Młody miał taaaakie oczy ze zdziwienia. W szatni żłobka dziki szał. Wszystko trzeba było zobaczyć, dotknąć, sprawdzić. Na widok kapci pojawił się śmiech zadowolenia i takie „wiem, wiem czym to grozi”. Ubrany i pełen dobrych nadziei poszedł ze mną do grupy. A tam cicho sza. Jeszcze nikogo nie było. Tylko ciocie nowe, które od razu zbajerował i dał się przejąć na ręce. Uciekłam zanim zauważył, że coś jest nie tak. Żeby nie słyszeć rozpaczy kiedy zorientuje się, że to nie ten żłobek, że to nie te ciocie, że zostaje sam bez mamy. W pracy byłam 15 minut przed czasem. Muszę to sobie trochę bardziej poukładać. Tak żeby było na styk. I żeby On w tym żłobku był jak najkrócej. Nie podoba mi się tam. Po prostu nie podoba. Niby wszystko jest ok. Niby liczy się to jak Młody będzie się tam czuł, ale ja jakoś tak nie bardzo to wszystko widzę. Ciocie starsze, w uniformach, budynek moloch. Takie wszystko inne niż dotychczas. Chyba oboje potrzebujemy czasu by się oswoić z tą zmianą. Szkoda, że Go dzisiaj nie odbiorę. Postanowiliśmy, że na początku by nie siedział w żłobku 10 godzin będzie po Niego przychodzić babcia. Tak zaraz po obiedzie. Hmmm. Gdyby można było zakrzywić czasoprzestrzeń. Gdybym nie musiała tracić czasu na dojazdy. Gdyby to wszystko mogło być troszeczkę prostsze…. Mój pierwszy dzień w nowym żłobku. Czuję się jak pierwszoklasista :)

A dzisiaj już było trudniej. Młody nie wstał sam. Musiałam Go obudzić. Potem w żłobku niby ochoczo pobiegł do zabawek ale widziałam że jest trochę zagubiony. Wrócił do mnie i ściskając za moje kolana zaczął płakać. Takie niewypowiedziane mama zostań ze mną. Serce mi się ścisnęło. Co musi czuć taki maluch gdy Go tam zostawiam? Wszystko jest nowe i takie ogromne. Pokoje zabaw przynajmniej trzy razy większe od tych w żłobku prywatnym. Ciocie inne. Inne dzieci. Właśnie dzieci – może gdyby rankiem gdy przychodzimy były już jakieś dzieci to było by łatwiej. Ale Młody jest pierwszy. Wiem, wiem – rozpacz będzie trwała góra 10 minut. Potem zapomni i będzie się bawił. Ale to takie dziwne kiedy w drodze do drzwi odprowadza cię dźwięk płaczu własnego dziecka. Wychodziłam ze żłobka z poczuciem winy. A nie powinnam. Myślę sobie o tym wszystkim i jakoś mi tak źle, że Młody ma spędzać tam 10 godzin dziennie. Wcześniej też niby tak było ale ponad godzina to była nasz wspólna podróż samochodem… A teraz? Tyle wspólnego czasu tracimy. Póki co odbierają Go dziadkowie. Ale nie chcemy by tak było zawsze. Chociaż dziadkowie już podjęli decyzję, że kupują fotelik samochodowy do własnego samochodu. Na wszelki wypadek. Bo teraz muszą z Młodym w wózku przespacerować przez pół miasta. Póki pogoda jest jeszcze fajna to nie ma sprawy. Ale zima nadchodzi… No nic. wszyscy potrzebujemy czasu by się przyzwyczaić do tej zmiany. Na razie na plus zaskoczyło mnie to, że Młody dostał wczoraj na drogę podwieczorek. Bo Mu się należał. Niby nic a jednak. No i udało się Go umówić na wizytę do na nfz. Do innego okulisty. Termin nieodległy bo ktoś zrezygnował. W przyszły czwartek zobaczymy jak to jest z tymi Jego oczkami. A ja w ten czwartek idę do laryngologa. Zaczynam się lekko stresować bo wiem, że zabieg mnie raczej nie ominie. Że muszę się o niego upomnieć. Żeby w końcu się skończyły te ciągłe choroby. A nic mnie tak nie przeraża jak kwestia chirurgicznych zabaw moim nosem… wolę iść nawet do dentysty niż to. No cóż – jak trzeba to trzeba…

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

piątek, 21 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  875 850  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Oto jest Kasia


Imię - Kaśka
Status - matka, żona i kochanka...
Dzieci - Tymoteusz
Dodatek do szczęścia rodzinnego - kot Eneasz zwany Pierworodnym.

Skończyłam Politechnikę Śląską na iście kobiecym kierunku czyli metalurgii. To, że tam wylądowałam to czysty przypadek. Ot zbieg okoliczności. Ale dzięki temu jestem teraz tu. W tym miejscu i z tymi osobami, które kocham nad życie.

Najważniejsze co jest teraz to fakt, że zmieniam priorytety...to co jeszcze kilka lat temu wydawało mi się niemożliwe jest teraz dla mnie najważniejsze. Chociaż czasami patrzę na tego małego człowieczka i dalej nie mogę uwierzyć, że jest... wyjątkowy, jedyny, mój! Co tu mówić - po prostu zwariowałam na jego punkcie :)

Na punkcie dużego też zwariowałam... właśnie kiedyś tam na uczelni. W najdonoślejszym dniu naszego życia - kiedy się poznaliśmy.

I tak sobie teraz w trójkę warujemy :)


Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Uwaga! Nieretuszowane!

Mój bloog w cyferkach

Odwiedziny: 875850
Bloog istnieje od: 3101 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Ogłoszenia

Pytamy.pl