Bloog Wirtualna Polska
Są 1 259 782 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Problem... jaki problem?

czwartek, 20 stycznia 2011 20:33

 

Wystarczyło problem przegadać i się z nim przespać. I coś wymyśliliśmy. Nie jest to idealne rozwiązanie ale na pewno najlepsze jakie przyszło nam do głowy. Od 1 lutego Młody idzie do prywatnego przedszkola – jednego z dwóch do których i tak chcieliśmy go w tym roku posłać. Podpisałam już umowę oraz wpłaciłam wpisowe. Jutro składam wypowiedzenie umowy w żłobku. Za luty zapłacimy podwójnie. Ale mamy załatwioną opiekę nad Młodym do końca lipca. W sierpniu przedszkole ma wakacje – my pewnie też. Tylko że jeden miesiąc to nie dwa. I na pewno uda nam się tak zorganizować urlop by choć część czasu wolnego spędzić razem i może gdzieś wyjechać. Koszty przedszkola nie zwaliły mnie z nóg. Trochę więcej niż w żłobku. Bardziej więcej niż w przedszkolu państwowym, ale dużo mniej niż żłobek prywatny, klub malucha czy opiekunka. W ramach opłaty angielski, francuski, wycieczki, zajęcia dodatkowe, logopeda, rytmika i takie tam. Wpisowe malutkie w porównaniu z innymi tego typu placówkami – od siebie mamy kupić worek na rzeczy, dać zmienną odzież oraz poduszkę i kołderkę. Resztę gwarantuje przedszkole. Pani z którą dzisiaj wszystko załatwiałam była przemiła. Dopytywała się o Młodego. Słuchała i widać było, że naprawdę jest zainteresowana tym co opowiadam. Przedszkole jest duże, rzut beretem od naszego domu, ma dobre opinie – to też plus. I ogólnie jest fajnie… tylko...

 

No właśnie. Jak w zeszłym roku przysiedliśmy z Małżonkiem do tego tematu  to ustaliliśmy, że chcemy Młodego posłać albo do jednego upatrzonego przedszkola państwowego, albo do  któregoś z dwóch prywatnych cieszących się bardzo dobrymi opiniami. Do jednego z nich Młody właśnie się dostał. Ale ustaliliśmy też, że pomimo iż podpiszę umowę na przedszkole prywatne to i tak będziemy próbowali się dostać do państwówki od września. I tu pojawiają się schody. Bo w momencie kiedy będą nabory do przedszkoli państwowych Młody nie będzie już chodził do żłobka. A za to były dodatkowe punkty – i to nie mało. I trochę oddala nam się możliwość tego, że Młody się do tego naszego wybranego przedszkola państwowego dostanie.  A to jest różnica 130 zł miesięcznie – choć nie zapominamy, że w państwówce za angielski, francuski, rytmikę i takie tam musielibyśmy dodatkowo zapłacić.

 

No nic póki co sprawa jest trochę rozjaśniona… zobaczymy co będzie dalej. Jak Młody nie dostanie się do przedszkola państwowego to zostanie w prywatnym. I też nie będzie źle. Postanowiłam, że nie będę się martwić się na zapas. Umowa podpisana do końca lipca, nabór do państwówek w marcu, wyniki 19 kwietnia. Co ma być to będzie. A 1 lutego biorę urlop – żeby ten pierwszy dzień w nowym miejscu nie był na wariackich papierach. I coraz bardziej wierzę że będzie dobrze. Bo inaczej być nie może. Grunt to pozytywne nastawienie. A tego dzisiaj mi wyjątkowo nie brakuje.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Żłobkowo-przedszkolno-wakacyjny impas mamy pracujacej

wtorek, 18 stycznia 2011 14:45

 

No i mamy problem. Bo Młody w maju kończy 3 lata. Czyli w żłobku może zostać do końca tego miesiąca. Dyrektorka łaskawie zgodziła nam się na przedłużenie umowy do końca czerwca. Ale przedszkole (notabene do którego mamy nadzieję, że Młody się dostanie) jest dopiero od września. I od kilku dni robimy burzę mózgów co zrobić z lipcem i sierpniem. Na urlop trwający ponad 4 tygodnie nikt nam się nie zgodzi. Zresztą to jest ostateczność – bo też byśmy chcieli przynajmniej jego część wykorzystać wspólnie. Myślimy nad żłobkiem prywatnym, ale koszty są ogromne – zwłaszcza jeżeli mówimy tylko o rozwiązaniu przejściowym na dwa miesiące. Czesne miesięczne 850 zł, do tego 7 zł za dzienne wyżywienie. I wpisowe (bezzwrotne) w wysokości 400 zł. Opiekunki życzą sobie po 7 zł za godzinę więc przy założeniu, że Młody musiałby być pod opieką przez 9 godzin dziennie to tez wychodzi niezła sumka. A na kogoś bez doświadczenia, jakąś studentkę czy uczennicę, która chciałaby sobie dorobić przez wakacje nie chce zgodzić się mój Małżonek. I w pewien sposób Go rozumiem – żeby kogoś zostawić z własnym dzieckiem i we własnym mieszkaniu to trzeba być pewnym tej osoby. Nie mamy nikogo takiego w swoim otoczeniu. Babcie odpadają – jedna pracuje zawodowo, druga ma sezon i pracę w pasiece. Pomyślałam więc o kimś z rodziny… tylko głupio trochę wymagać od kogoś by przyjechał do nas na wakacje (nawet na jeden miesiąc) i sprzątał po Młodym nocnik. Nawet jeżeli w zamian coś dostanie.

 

Nie wiem co zrobić… do jutra muszę podać do działu personalnego mój plan urlopu na ten rok. Wakacje niby są za pół roku ale to nie jest znowu aż tak długi okres czasu. I myśleć nad rozwiązaniem trzeba zacząć już teraz. Zresztą oboje z Małżonkiem lubimy mieć wszystko zaplanowane i zorganizowane. Tylko tym razem nam to nie wychodzi. Choć może coś się jednak uda... jutro wbrew stercie obowiązków wzięłam dzień urlopu i będę latała po prywatnych przedzkolach - są tańsze niż żłobki. Może jakieś miejsce się znajdzie już przed wakacjami w takim które jest czynne od 6:30. Zobaczymy...

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Mama u dentysty o dziwo nie sadysty

wtorek, 11 stycznia 2011 14:44

 

Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że moja historia z dentystą w tle dla nikogo nie powinna być wyznacznikiem. Bo do lekarzy chodzić trzeba. A do dentysty wręcz należy. I stanowczo częściej niż ja. Ale wróćmy do meritum. Wczoraj po ponad 5 latach udałam się do stomatologa. Jakoś tak mi zeszło… bo w sumie nic się nie działo od czasu kiedy przed kilkoma latami doprowadziłam swoją paszczę do porządku. A jak się nic nie dzieje to człowiek zapomina, że musi i że powinien. Należę do tej nielicznej grupy ludzi, których zęby nie bolą tylko swędzą… a swędzą dopiero w stanie totalnej agonii. Przez 5 lat nic mnie nie swędziało więc zapominałam o tym, że przydało by się iść na kontrolę… Aż do grudnia tego roku. Niespodziankowe docenienie w pracy sprawiło, że Małżonek zarządził konieczność zrobienia porządku z zębami. A że On postanowił sprawić sobie jeszcze piękniejszy uśmiech to ja postanowiłam, że nie będę gorsza. I wczoraj w końcu poszłam na umówioną wizytę. Dla tych, którzy odwiedzają dentystów tak często jak ja dodam, że normalnie świat się zmienia – i w gabinecie stomatologicznym już nie śmierdzi dentystą. Pani przebadała mnie na dziesiątą stronę, przepytała, sprawdziła co w paszczy piszczy i zaskoczyła stwierdzeniem, że w sumie to niewiele jest do roboty na pierwszy rzut oka. Ale na wszelki wypadek kazał zrobić też zdjęcie, żeby sprawdzić czy przypadkiem pod wypełnieniami nic się złego nie dzieje. Umówiłam się na kolejną wizytę za dwa tygodnie, ale żeby nie było, że poszłam wczoraj tylko na ustalenie planu leczenia. Co to, to nie – jak już posprawdzałyśmy wszystkie to pani doktor przystąpiła do usuwania kamienia, piaskowania i polerowania. Nie powiem, żeby to miłe było, bo moje zęby okazały się nagle być wrażliwe na zimne powietrze… ale za to jaki mam teraz piękny uśmiech. Siedzę i jeżdżę cały czas językiem po jedynkach. Bo przyzwyczaić się nie mogę. Ale słowo się rzekło… i zaczynam na nowo swoją przygodę ze stomatologiem. Bo pomimo moich złych doświadczeń z radością stwierdzam, że teraz dentysta to nie sadysta. I że każdy ból da się znieść. Tak samo jak jajko. A że ja kurą nie jestem to muszę zadowolić się znoszeniem bólu. Którego przy obecnym standardzie usług stomatologicznych jest jak na lekarstwo.

 

Przy okazji zapraszam wszystkich do czerpania kulinarnych inspiracji w moim i nie tylko moim blogu kulinarnym- jakbyście nie wiedzieli jak zrobić suma afrykańskiego to już wiecie:

 

http://www.familie.pl/Blogi-0-0/b264-1,SMACZKI-OD-FAMILIJNEJ-PACZKI.html

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

piątek, 21 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  875 833  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Oto jest Kasia


Imię - Kaśka
Status - matka, żona i kochanka...
Dzieci - Tymoteusz
Dodatek do szczęścia rodzinnego - kot Eneasz zwany Pierworodnym.

Skończyłam Politechnikę Śląską na iście kobiecym kierunku czyli metalurgii. To, że tam wylądowałam to czysty przypadek. Ot zbieg okoliczności. Ale dzięki temu jestem teraz tu. W tym miejscu i z tymi osobami, które kocham nad życie.

Najważniejsze co jest teraz to fakt, że zmieniam priorytety...to co jeszcze kilka lat temu wydawało mi się niemożliwe jest teraz dla mnie najważniejsze. Chociaż czasami patrzę na tego małego człowieczka i dalej nie mogę uwierzyć, że jest... wyjątkowy, jedyny, mój! Co tu mówić - po prostu zwariowałam na jego punkcie :)

Na punkcie dużego też zwariowałam... właśnie kiedyś tam na uczelni. W najdonoślejszym dniu naszego życia - kiedy się poznaliśmy.

I tak sobie teraz w trójkę warujemy :)


Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Uwaga! Nieretuszowane!

Mój bloog w cyferkach

Odwiedziny: 875833
Bloog istnieje od: 3101 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Ogłoszenia

Pytamy.pl